przegapione newsy

PN: Wymienne zamieszanie i obiecywanie

W codziennym natłoku informacji łatwo jest przegapić niektóre informacyjne perełki. W cyklu Przegapione newsy staram się zamieścić te informacje, które mogły zostać niezauważone, a chyba na uwagę zasługują.

Dziś kolejna dawka nieco przestarzałych informacji. Tym razem będzie o pewnej obietnicy Prezydenta i o tym, jak wielkie zamieszanie może powstać przy wymianie ekipy rządzącej. Zaczynamy.

Co zawetuje Prezydent?

W rozmowie z „Rz” (30.10.2007) Lech Kaczyński zapowiedział, że zawetuje między innymi próby wprowadzenia podatku liniowego. Piękna to zapewne obietnica i chyba nikt nie ma podejrzeń, że jest spowodowana niechęcią pewnej partii do tego rozwiązania. Ciekaw tylko jestem czy ktokolwiek z kłócących się o liniowość/progresywność polityków zastanowił się nad skutkami danego rozwiązania (o najbardziej podstawowych można poczytać tu).

Ciekawe jest to, jak społeczeństwo dało się uwieść tej kłótni, tym dyskusjom na temat mechanizmu naliczania podatków czy też ich oficjalnej, teoretycznej wysokości. A przecież istnieją kraje z podatkiem liniowym, których gospodarka „leży” i kraje z podatkiem progresywnym, które świetnie się rozwijają. Nie jest ważna także wysokość podatków, przynajmniej nie ta, która jest z uśmiechem na ustach podawana przez polityków. O wiele ważniejsza jest ich efektywna wysokość, bo na przykład choć niemieckie stawki podatkowe są wyższe od polskich, to Niemiec oddaje fiskusowi mniejszą część swych zarobków niż Polak.

Może zatem warto byłoby przestać rozmawiać o podatkach rzucając pewne hasła niczym imiona mitycznych bóstw i wprowadzić do tej dyskusji trochę konkretów. Tylko czy społeczeństwo tego oczekuje? Przecież to takie nudne i wymaga podstaw tej trudnej matematyki. Zresztą chyba nawet posłowie nie są tym zainteresowani (obejrzałem w weekend fragment wystąpienia sejmowego min. Rostkowskiego na temat budżetu – sala była prawie pusta, a przecież to dopiero początek kadencji)…

Trzy słowa do…

Nie oczekiwałem po Jarosławie Kaczyńskim umiejętności oddania władzy. Nie  zaskoczyło mnie więc, gdy Jan Dziedziczak (rzecznik rządu JK) zapowiedział, że ustępujący Premier na uroczystości będzie nieobecny, jednak przekaże Tuskowi „bardzo elegancki list”, w którym będzie mu życzył „sukcesów, które umocnią Polskę i przyniosą satysfakcję Polakom” (za „GW”).

Jak się później okazało, list ów składał się z trzech zdań – cóż za wylewność. Podobno mężczyznę poznaje się po tym, jak kończy. Zresztą brat Jarosław najwyraźniej po przegranych wyborach troszkę się pogubił. Podobno ostatnio stworzył w PiSie komisję, która ma zbadać, kto jest odpowiedzialny za tę klęskę. Ciekaw jestem czy znajdzie się ktoś na tyle odważny, aby wręczyć prezesowi kartkę z nazwiskiem winnego ;-)

Bo te podłogi strasznie się zużywają

Kolejnym odchodzącym z godnością okazał się Zbigniew Ziobro. I bynajmniej nie mam tu na myśli słów wypowiadanych do prokuratorów, kiedy to, niczym Terminator, zapowiedział, że „jeszcze tu wróci”. O wiele ciekawszy jest fakt, że w gabinecie ministra wymieniono podłogę. Jeszcze dwa lata temu każdy uwierzyłby w tłumaczenie, że podłoga owa była krzywa i że lepiej zrobić to teraz niż w trakcie urzędowania ministra.

Teraz jednak zaczynają pojawiać się myśli, co pod ową podłogą się znajdowało lub, co jeszcze ciekawsze, co będzie się pod nią znajdowało. Wszak dziwny to zbieg okoliczności, że mniej więcej w tym samym czasie trzeba było ewakuować kancelarię Premiera z powodu zamurowanego w ścianie (po diabła zamurowywać coś w ścianie?) pocisku z czasów II WŚ. Zdarzenie to także ma wiele interesujących tajemnic. Czy nowa ekipa tak dokładnie przeszukała kancelarię? A może o istnieniu owego pocisku ktoś doniósł? I czy ktoś patrzył na ręce wezwanej grupie saperów?

Zwykły wpis
przegapione newsy, Uncategorized

PN: Zaległościowe porządki

W codziennym natłoku informacji łatwo jest przegapić niektóre informacyjne perełki. W cyklu Przegapione newsy staram się zamieścić te informacje, które mogły zostać niezauważone, a chyba na uwagę zasługują.

Miałem ostatnio trochę przerwy od blogowania, więc postanowiłem wykorzystać Przegapione newsy i uporządkować zaległe sprawy. Gdy się z nimi uporam, blog znów stanie się w pełni aktualny. Mam nadzieję, że zbytnio Was ta moja chęć rozliczania przeszłości nie zrazi. Zaczynamy…

Tankować czy nie tankować – oto jest pytanie.

Wszystko zaczęło się niewinnie. Posłowie wzięli sobie do serca przykazanie, aby dzień święty święcić. A ponieważ spostrzegli, że społeczeństwo zamiast do kościoła w niedzielę udaje się do hipermarketów, postanowili ukrócić ten haniebny proceder. Oczywiście najłatwiej było zakazać handlu w ten dzień tygodnia. Na szczęście pomysł ten był zbyt radykalny, aby uzyskał poparcie. Wtedy stworzono listę 12 świąt, które mają pozostać wolne od handlu. Był to „idealny kompromis”. Rzeczywiście wydawało się, że jest to rozsądne rozwiązanie. I tu pojawia się czerwona lampka z napisem „UWAGA”, bo przecież jak to możliwe, że polscy posłowie wymyślili coś rozsądnego. Na pierwsze negatywne skutki nie trzeba było czekać długo, gdyż oczywiście cała ustawa okazała się niedopracowana i Ministerstwo Pracy na kilka dni przed 1 listopada (pierwsze święto objęte ustawowym zakazem handlu) musiało kombinować, jak obejść tę ustawę, abyśmy mogli zatankować przed drogą na cmentarze, czy też kupić znicze.

I tu rodzą się pytania. Czy naprawdę nie dało się wcześniej przemyśleć tej ustawy porządnie? Ale jednak nie to pytanie jest najciekawsze. Mnie o wiele bardziej zastanawia to, po co w ogóle wprowadzać takie zakazy handlu? Przecież nikt nikomu nie każe iść w niedzielę do sklepu. Jestem także pewien, że jeśli hipermarketom otwarcie w niedzielę nie będzie się opłacać, to nikt na siłę otwierać ich nie będzie. A może zatem tu chodzi o coś zupełnie innego? Może takie zakazy handlu popierają ludzie, którzy nie są w stanie się oprzeć pokusie niedzielnej wyprawy na zakupy?

PS. Przyznam, że sam musiałem dnia 1 listopada udać się na stację benzynową. W trakcie tankowania zamieniłem kilka zdań z jej pracownikiem. Z rozmowy tej dowiedziałem się, że „ruch od wczesnego ranka jest niesłychany” oraz że „głównie do sklepu po alkohol przychodzą”. (Sklep spożywczy znajdujący się obok owej stacji oczywiście był nieczynny.)

Zbrodnia to niesłychana, czyli morderstwo obrzydliwe

Muszę przyznać, iż niewiele rzeczy bulwersuje mnie tak, jak ludzkie okrucieństwo wobec zwierząt. Może dlatego, że dysproporcja sił jest w tym wypadku dość spora. Większość przypadków takiego postępowania dotyczy zwierząt domowych i jest spowodowanych totalną bezmyślnością (bo przecież fajnie jest kupić pod choinkę małego szczeniaczka, a jak urośnie i staje się kłopotliwy, to zawsze można go wywieźć do lasu i przywiązać do drzewa). Zdarzają się jednak rzeczy jeszcze bardziej obrzydliwe. Mam tu oczywiście na myśli turystów, którzy zamordowali (ukamienowali i utopili)rocznego niedźwiadka. I wybaczcie, nie uwierzę, że dla grupy turystów widok małego niedźwiedzia był aż tak przerażający, że walcząc o życie posunęli się do morderstwa. A nawet jeśli rzucanie kamieniami wydawało się jedynym ratunkiem, to czy tym samym było topienie zwierzaka w potoku? Pomyślcie, jak bardzo przerażone musiało być to zwierzę.

A gdyby sprawa ta była niewystarczająco obrzydliwa, to z pomocą przychodzi polskie prawo. Okazuje się bowiem, że zabicie niedźwiedzia (zwierzęcia objętego ochroną) podlega mniejszej karze niż bezprawne odłowienie zwierzyny łownej.

A po nich żałoby nie będzie

Czy pamiętacie jeszcze katastrofę polskiego autokaru wiozącego polskich pielgrzymów, których śmierć została upamiętniona trzydniową żałobą (a rodziny dostały od Premiera i Prezydenta obietnice sowitych wynagrodzeń poniesionej straty)? A czy pamiętacie, ile osób wtedy zginęło?

W okresie 31 października -3 listopada na polskich drogach zginęły 73 osoby (a 719 zostało rannych). Żałoby jednak nie było. Nie było też wypłacanych przez państwo (z pieniędzy podatników) odszkodowań. Nie było nawet kondolencji dla rodzin tych ofiar. Czy zatem życie tych osób było mniej cenne niż życie uczestników pielgrzymki? A może po prostu mieli pecha i zginęli po kampanii wyborczej?

Zwykły wpis
polityka, przegapione newsy, spoleczenstwo

Przegapione newsy: Światowa Polska

I oto nasi wspaniali zafundowali nam kolejną porcję emocji w weekend. Sporo można by o tym pisać (i pewnie jeszcze napiszę), ale najpierw przejrzymy newsy, które mogły nam umknąć, a które niewątpliwie zasługują na naszą uwagę.

Ofiara z kóz ochroni samoloty?

Pewien przewoźnik po dwóch poważnych awariach samolotów przerwał na 10 dni loty międzynarodowe. Aby uchronić się przed kolejnymi awariami samolotów Boeing 757, postanowiono poświęcić dwie kozy. Rzecznik prasowy przyznaje jednak, że ofiara nie ma na celu rozwiązania wszystkich problemów technicznych. W trakcie ceremonii odbywającej się na lotnisku zwierzętom ścięto głowy.

Ciekaw jestem, czy udało się przebłagać Siłę Wyższą. Zastanawia mnie także skąd wiadomo, że owa siła woli baraninę, a nie inne mięso? Ale przecież to na pewno jest zapisane w mądrych księgach (spisanych przez ludzi)…

Hit jesieni: palenie czarownic

No i stało się. Dzieci pokazały, że szkoła jest dla nich ważna, że chcą się uczyć i nic nie stanie im na przeszkodzie do zdobywania wiedzy. Na drodze do oświecenia spróbowały stanąć dwie 60-letnie staruszki, które rzucały czary na szkołę, co miało sprowadzić złe duchy. Coś w tym musiało być, bo dzieci (a może nie do końca, bo wszystko działo się w szkole średniej) od kilku tygodni skarżyły się na ataki płaczu, odczuwały niepohamowany apetyt na mięso, itp. Ponieważ policja nie potrafiła im pomóc, postanowili wziąć sprawę we własne ręce. Wywlekli zatem potencjalne czarownice z domu, doprowadzili na szkolne boisko, gdzie zostały oblane benzyną i podpalone.

Brawo. W końcu dzieci zrozumiały, że trzeba samemu walczyć o swoje i nie ma co liczyć na władze. To może by tak teraz wspólnymi siłami wybudować bibliotekę?

A teraz nieco polityki…

Premier ma przechlapane?

Około 10 tysięcy ludzi protestowało przeciwko Premierowi, domagając się jego odejścia. Demonstracje te odbyły się rok po tym, gdy okazało się, że Premier kłamał, aby wygrać wybory. Przed parlamentem zabrało się około 30 stowarzyszeń i organizacji cywilnych. Obserwatorzy przewidują, że protesty będą się nasilać.

Czy władzy starczy odwagi i honoru, aby zrezygnować? Szczerze wątpię… Demonstracje się przeczeka, w wywiadach będzie się podkreślać, że nie można negocjować z przestępcami (bo przecież zgrupowanie jest nielegalne i utrudnia pracę rządowi), a potem znów będzie się opowiadać o tym, jak to ludzie uwielbiają swoich wybrańców.

Prezydent karci media

Na spotkaniu z zespołem telewizji publicznej Prezydent powiedział, że „nadmiernym wychwalaniem jego zasług i niekończącym się cytowaniem ‚głowy państwa’ dziennikarze oddają mu niedźwiedzią przysługę”.

A na koniec dobra wiadomość ze świata gospodarki…

Miejsc pracy coraz więcej

Prywatna firma ADP Employer Services donosi, że w sierpniu przybyło 38 tysięcy nowych miejsc pracy. W lipcu przybyło ich 41 tysięcy. Firma podaje, że korelacja pomiędzy jej danymi o nowych miejscach pracy, a wyliczeniami podawanymi przez stronę rządową wynosi 90%.

Jestem ciekaw, jakie teraz macie miny. Czy ostatnia wiadomość wystarczyła, aby zatrzeć niezbyt dobre wrażenie wywarte pozostałymi? Ale spokojnie, nie pakujcie jeszcze walizek i nie uciekajcie za granicę. Wydarzenia te nie miały bowiem miejsca w Polsce. Kozy zostały poświęcone w Nepalu, czarownice spalone w Afryce Południowej, kłopoty ma premier Węgier, a media „otaczają kultem jednostki” prezydenta Tadżykistanu. Niestety także ostatnia wiadomość nie dotyczy Polski, lecz USA i wbrew pozorom jest negatywna, gdyż analitycy spodziewali się powstania około 80 tys. miejsc pracy.

Wszystkie newsy pochodzą z „Rz”.

Zwykły wpis
polityka, przegapione newsy

Newsy przegapione

Sporo się ostatnio działo i media zasypywały nas ogromną ilością informacji. Zapewne większość z nas skupiła się na kolejnych aktach afery CBA (to całe zamieszanie wokół J. Kaczmarka i innych). A ponieważ sprawa ta stała się głównym wątkiem kampanii wyborczej (zawsze mi się wydawało, że to miejsce jest zarezerwowane dla programów politycznych), łatwo było przegapić inne wiadomości. Ja jednak postaram się kilka z nich tutaj przypomnieć, bo nie są one wcale mniej ciekawe.

Pechowy peron

Jak donosi gazeta.pl PKP traci na pomyśle Przemysława E. Gosiewskiego. I chyba trudno się temu dziwić, gdyż negatywnych opinii w tej sprawie nigdy nie brakowało. Przedsięwzięcie jednak zrealizowane zostało, a poselska troska została doceniona przez władze Włoszczowy – nagrodą było honorowe obywatelstwo. Nie trzeba było jednak czekać długo (niecały rok), aby PKP zauważyło, że pociąg dla około 30 osób dziennie jest zbyt kosztowny i został zlikwidowany. Krytycy tego pomysłu chyba mogą już powiedzieć „a nie mówiłem”. Ciekaw jestem, jak na tę informację zareaguje ojciec tego przedsięwzięcia, a może już dawno o nim zapomniał…

Pomysłowy dyrektor

We wrocławskim wydaniu GW mogliśmy natomiast przeczytać o bardzo ciekawym pomyśle dyrektora Dolnośląskiego Zarządu Dróg Wojewódzkich, Leszka Locha. Ten imiennik naszego największego polityka stwierdził, że codzienne dojazdy ze Świebodzic do Wrocławia będą strasznie męczące. A co może zrobić dyrektor, jeśli nie chce mu się dojeżdżać do pracy? Myślicie, że postanowił pracować z domu? A może wyremontował jakiś pokoik w siedzibie swej organizacji i w nim zamieszkał? Nie nie nie… To już było. Pan dyrektor uznał, że najlepiej będzie przenieść centralę instytucji z Wrocławia do Jaworzyny Śląskiej, do której, jak sam przyznaje, odczuwa sentyment. W ten sposób droga do pracy została skrócona z 70km do 14. Czyż to nie jest wspaniały pomysł? Oczywiście innego zdania są wrocławscy urzędnicy, dla których odległość do biura znacznie by się zwiększyła (60km), ale co oni tam wiedzą.

Prawo do poprawki

A teraz coś, o czym pisali już chyba wszyscy na swoich blogach, gdyż sprawa ta dotyczy nas bezpośrednio. Mam na myśli oczywiście „nieco” kontrowersyjne postanowienie Sądu Najwyższego, które stwierdza, że strony WWW muszą być rejestrowane tak samo jak wydawnictwa papierowe. Sędzia SN J. Sobczak tłumaczył, że „zgodnie z prawem prasowym treść nie ma znaczenia do uznania publikacji za prasę”, a to znaczy, że nie jest ważne, czy chodzi o stronę gazeta.pl, czy o naszą prywatną, na której umieszczamy na przykład zdjęcia ukochanego psiaka. I tak, za „Rz„:

[…] jeśli strona jest aktualizowana częściej niż raz w tygodniu, powinna zostać zarejestrowana jako dziennik. Jeśli rzadziej, ale przynajmniej raz w roku – jako czasopismo. Autorowi strony za brak rejestracji grozi grzywna, a nawet kara ograniczenia wolności.

Internauci dodatkowo dotarli do przepisów, które nakazują autorowi strony przekazywać darmowe egzemplarze wybranym bibliotekom. Czyż nasze prawo nie jest cudowne? Najgorsze jest jednak to, że chyba nie ma co liczyć na jego szybką aktualizację i dostosowanie przepisów do nowych realiów.

Uczciwy czy frajer?

Poseł SLD Jacek Piechota (były minister gospodarki, który zdobył moją sympatię taką oto wypowiedzią: „polską gospodarkę można uzdrowić na dwa sposoby. Sposób pierwszy – zwyczajny: zstąpi do nas zastęp aniołów pod wodzą archanioła i wszystko ponaprawia. Sposób drugi – cudowny: wszyscy konsekwentnie weźmiemy się do pracy i wytrzymamy realizując trudny program.”) zrezygnował ostatnio z pobierania uposażenia poselskiego, gdyż założył firmę doradczą. Chodzi tu o niemałe pieniądze, bo posłom zawodowym (czyli tym, którzy poza Sejmem nie zarabiają) przysługuje uposażenie w wysokości ok. 9600pln. J. Piechocie nadal będzie przysługiwać dieta pokrywająca koszty działalności poselskiej (około 2400pln). Zastanawia mnie tylko, skąd taka decyzja. Przecież wystarczyło zarejestrować ową działalność na żonę (lub kogokolwiek innego), jak z pewnością postąpiłaby znaczna większość. Czyżbyśmy zatem mieli do czynienia z uczciwym człowiekiem?

Nie podcinaj gałęzi, na której siedzisz

Na koniec tego wpisu poświęcę troszkę miejsca ministrowi budownictwa, Mirosławowi Barszczowi, który (jak poinformowała TV Biznes) chce zlikwidować swój resort i przekazać jego kompetencje do resortu infrastruktury. Czyżby był to pierwszy (ja innych nie zaobserwowałem) objaw „taniego państwa”? Tym, którzy w to uwierzyli i chcieliby likwidację tego ministerstwa zapisać w kolumnie plusów rządu J. Kaczyńskiego pragnę tylko przypomnieć, że to właśnie obecna władza ten resort stworzyła, a M. Barszcz chce jedynie przywrócić stan sprzed maja 2006 roku. Swoją drogą ciekawe czy taki pomysł w ogóle by się pojawił, gdyby nie zbliżające się wybory…

Widzicie zatem moi drodzy, że sporo jest jeszcze w naszym kraju wydarzeń, które w żaden sposób nie są powiązane z ministrem „JPZero” (określenie zaczerpnięte z wczorajszego „Woobie Doobie”, a pochodzi ono oczywiście od słynnej wypowiedzi „Jest Pan Zerem”). Nie bójcie się zatem włączyć telewizora, czy zajrzeć do gazety. Istnieje szansa, że nie ujrzycie tam najsprawiedliwszego z najsprawiedliwszych…

Zwykły wpis