spoleczenstwo

Dys… kto tu kogo krzywdzi?

Dziś krótko, bo pracy jeszcze mam sporo, a i pogoda nie sprzyja siedzeniu przy klawiaturze.

Głośno się zrobiło strasznie o pomyśle MEN dotyczącym zniesienia części przywilejów osób posiadających orzeczenia o wszelakich dys… I trudno się dziwić, bo zawsze jest głośno, gdy odbiera się przywileje.

Przyglądam się debacie społecznej na ten temat ze sporym zaciekawieniem (z kilku powodów: jest apolityczna, co rzadkie w tym kraju; mam dość radykalny pogląd w tej sprawie; mam jakieś tam doświadczenie w pracy z, raczej zdolną, młodzieżą).

Po wysłuchaniu/przeczytaniu sporej liczby argumentów o tym, że trzeba wyrównywać szanse (co ciekawe – argument ten jest przytaczany przez zwolenników obu stron) zaczynam odnosić wrażenie, że zapominamy o jednym szczególe – celu edukacji. Może się mylę, ale w maturze nie chodzi o to, żeby zaliczyć ją jak najlepiej, lecz o to, żeby posiadać jakąś wiedzę. Bo co komu po absolwencie, który ma średnią 6,0 z matury, ale nie jest w stanie napisać kilku bezbłędnych zdań. Przecież po kilku latach spędzonych w szkole czeka nas o wiele więcej lat w pracy, gdzie nikogo nie obchodzą nasze dys.

Może więc zamiast zastanawiać się nad ułatwieniem życia dys…kom, przyłożyć się porządnie do ich edukacji (wzmocnić rolę poradni, psychologów, zwiększyć ilość ćwiczeń, itd.)

Zwykły wpis

10 thoughts on “Dys… kto tu kogo krzywdzi?

  1. No właśnie. Moje osobiste dziecko też swego czasu zostało obdarzone papierkiem stwierdzającym dysortografię. Faktem jest, że błędy ortograficzne robił straszliwe. O dziwo jednak lata pracy, dodatkowych zajęć (organizowanych przez szkolę!) dały efekt. Praktycznie juz w szkole średniej nie miał większych problemów.
    Kwestia jednak – co jest istotne? Papierek czy chęć pozbycia się dysfunkcji?

  2. @Marzatela:
    Też mam takie wrażenie. I o ile jeszcze mógłbym ewentualnie się zgodzić, że wcale nie tak wielki odsetek społeczeństwa pracuje na stanowiskach, na których biegłość posługiwania się ortografią jest ważna, o tyle nie wyobrażam sobie, jak w społeczeństwie mógłby egzystować ktoś, kto ma podstawowe problemy z matematyką (przecież liczby otaczają nas z każdej strony – w przeciwieństwie do „ktury” i „który’, co może powodować co najwyżej uśmiech, różnica między 19, a 99 jest znaczna).

  3. Cóż, ja staram sie być wyrozumiała i nie reaguję, gdy dostaję maila od jednego z lepszych informatyków w mojej firmie, w którym pisze, ze kompóter…
    Ale ostatnio szukając w trakcie Jarmarku Dominikańskiego jakiegoś miejsca na obiad – skutecznie odstraszyła mnie restauracja na jednej z głównych ulic gdańskiego Starego Miasta, która w wystawionym menu oferowała m.in. coś tam z ważywami.
    Z matematyką sprawa jest poważniejsza. Tu już trudno być może zauważyć na pierwszy rzut oka skutki, ale mogą one być zdecydowanie poważniejsze. Pomijam już fakt, że logiczne myślenie przydaje się w każdej dziedzinie życia.

  4. Co rozumiesz przez wzmocnienie roli psychologów i poradni? Odnoszę wrażenie, że całe to „dys”-wariactwo jest właśnie ich dziełem i to oni z tego korzystają. Nie zapomnę, jak jeden z moich kolegów opowiadał, że nie dostał odpowiedniego zaświadczenia w państwowej poradni, więc pójdzie do prywatnej i tam zapłaci, więc na pewno dostanie papierek (tak też się stało).

    Trzeba też pamiętać, że żadna z rzekomych „dys”-chorób nie jest w żaden (a może rzaden?) sposób potwierdzona – jeśli chodzi o fachowość psychologów to polecam poczytanie Feynmanna.

  5. Gdy pierwszy raz byłam z synem w poradni (w trzeciej klasie szkoły podstawowej) – też miałam takie podejście. Podważałam diagnozę – na zasadzie „za moich czasów tego nie było”.
    Problem w tym, że nakład pracy jaki mój syn włożył w pokonanie swojego „dys” na pewno nie był niską ceną za uzyskanie papierka. Tym bardziej, że wcale nie wykorzystywał przedłużonego czasu na pisanie testó gimnazjalnych czy matury. A sam papierek nie jest usprawiedliwieniem dla napisania rurza zamiast róża – przed jego otrzymaniem musiał wykazać się znajomością zasad ortografii.

  6. Myślę, że problem leży trochę gdzie indziej. Prawdopodobnie niewielka część populacji ma rzeczywistą dys-(taką czy siaką), praktycznie uniemożliwiające poprawne pisanie czy czynienie czego innego, (jasiekmarc obawiam się, że nie masz racji w swym ostatnik akapicie, i nie wiem, czemu lektura fizyka miałaby tu coś zmienić, chętnie przeczytam dokładniejsze wyjaśnienie).

    Problemem jest hojne szafowanie definicją, ustawianie progu nie-dys-cośtam bardzo wysoko, możliwe, że nieetyczność diagnostów.

  7. @miskidomleka
    „Fizyk” rozumiał, że metody psychologiczne nie mają żadnego oparcia w tym, co zwykliśmy nazywać nauką. Podobnie nie ma żadnych wymiernych kryteriów pozwalających nazwać kogoś „dys”, dlatego łatwo takie zaświadczenie po prostu kupić.

  8. @miskidomleka:
    „Ustawianie progu nie-dys-cośtam bardzo wysoko”?

    Naprawdę uważasz, że poziom jest ustawiony wysoko? Ja zauważam raczej jego ciągłe obniżanie.

    @jasiekmarc:
    „… łatwo takie zaświadczenie po prostu kupić…”

    Przyznaję się bez bicia, że procedury takowej nie przechodziłem, więc nie jestem w stanie potwierdzić. Natomiast powszechność owych zaświadczeń może sugerować, iż rzeczywiście przyznawane są zbyt łatwo. Jedyną alternatywą dla powyższego stwierdzenia jest taka – aż strach pomyśleć – że rzeczywiście znaczna część społeczeństwa nie jest w stanie opanować np. umiejętności ortograficznego pisania… A skoro tak, to, biorąc pod uwagę tempo przyrostu zaświadczeń, należy szybko zacząć się zastanawiać, kto za kilka lat będzie pracował jako dziennikarz, sekretarka, inżynier, itd…

    Przez „wzmocnienie roli psychologów i poradni” rozumiem to, aby nie zadowalać się faktem, że dziecko otrzymało zaświadczenie (większość rodziców zaczyna wręcz chwalić się w szkole owym świstkiem), lecz od razu po wykryciu owej wady zabrać się ostro do pracy, aby umożliwić takiemu dziecku normalne funkcjonowanie w przyszłości. I nie, nadal nie zgodzę się, że można w pełni normalnie funkcjonować nie umiejąc pisać czy liczyć…

  9. xdxdxd pisze:

    ja to jest i za i przeciw

    no bo ktos robi beldy nie pracuje nic dodatkowo ma papierek i ma na to wylane…?

    a z 2 str to jednak ma cos tam z mozgiem i nie wymagajmy zeby zostawal 2 h dluzej w szkole bo jzu taki sie urodzil bez przesady moze dyslektykom itp przyslugic np pisania prac na komputerze ‚komputer zwroci uwage na bledy i co najwazniej nauczyciel bd mogl odczytac prace)

  10. @xdxdxd:
    Nie przesadzajmy z tą wiarą w komputer. Zdarzyło mi się czytać twórczość dyslektyka, który zaufał korekcji błędów i bezmyślnie klikał „popraw”. W ten sposób około 1/5 słów była dość losowa…

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s