polityka

Dużo gadania, a każdy sobie…

Muszę przyznać, iż popełniłem wczoraj dość spory błąd i zdecydowałem się przejrzeć, co działo się na Wiejskiej. Początkowo wydawało się to całkiem dobrym pomysłem – szczególnie, że nasze kochane posły debatowały o „wszechobecnej drożyźnie” i sposobach na walkę z tym zjawiskiem. Niestety wnioski z tej debaty są raczej i smutne i bynajmniej nie dlatego, że na wzrost cen nie ma mocnych.

Powodem tego smutku są wybrańcy społeczeństwa. W trakcie dyskusji każdy potrafił przelać z kartki (gdzie zapewne znajduje się przemówienie jego autorstwa ;-) ) mnóstwo zdań o tym, jak to w Polsce jest źle, drogo i ubogo. Mogliśmy się dowiedzieć, że 2,5 mln Polaków żyje w skrajnym ubóstwie, że nie jesteśmy w stanie spłacać kredytów, które braliśmy kierując się reklamą (i nie próbując nawet czytać umowy, którą podpisujemy), że część z nas jest bogata, a część nie, itd.

Po wysłuchaniu paru minut przemówienia każdego z mówców miałem ochotę krzyknąć mu do ucha „no i?”. Posłowie chyba telepatycznie czuli moją potrzebę i próbowali przejść do wniosków i podsumowań. Niestety każdy z nich potrafił jedynie wskazać paluchem w kierunku innej partii.

No i fajnie. Rzeczywiście możemy sobie tak „paplać” i obwiniać na konkurencję polityczną. Tylko do czego to doprowadzi? Czy to cokolwiek zmieni? PiS, który wczoraj kreował się na wielkich obrońców biednych (i uciśnionych – chciałoby się dodać) przez dwa lata nie zrobił nic, aby poprawić sytuację polskiej gospodarki, a wręcz jej zaszkodził. Dzisiejszy zastój jest bowiem po części spowodowany brakiem rąk do pracy, co powoduje, że firmy muszą płacić olbrzymie pensje swoim pracownikom. I wszystko byłoby pięknie (bo któż z nas nie chciałby dużo zarabiać), gdyby wzrost pensji był skorelowany ze wzrostem wydajności. Niestety tak się nie dzieje. Znaczy to tyle, że firma musi płacić pracownikom dwa razy więcej, ale jednocześnie sprzedaje tyle samo usług, co wcześniej. Ponieważ jednak musi jakoś zarobić na pensje pracowników, jedynym rozwiązaniem jest zmiana cen sprzedawanych produktów. Przypomnijmy, że to PiS cieszył się ze spadku bezrobocia (nie zwracając uwagi na to, że głównym powodem jest emigracja). Kolejną przyczyną tego zjawiska są zbyt wysokie zasiłki dla bezrobotnych w stosunku do pensji średniej i minimalnej.

Dodatkowo ten sam PiS steruje Prezydentem, który znów postanowił kogoś/coś „zatopić”. Tym razem celem stały się spółki skarbu państwa, a pociskiem ustawa kominowa. Oczywiście społeczeństwo polskie nie lubi tych, którzy zarabiają dużo. Niestety tak to już jest, że jeśli ktoś zarządza olbrzymią firmą, to bierze na siebie olbrzymią odpowiedzialność, a tym samym powinien być kompetentny. Jeśli do tego firma ta się rozwija i ma spore przychody, to spora pensja jest dobrą motywacją. I teraz wyobraźmy sobie, że stajemy przed takim wyborem: możemy zarządzać spółką skarbu państwa za X PLN lub podobną spółką prywatną, za 10X, 5X, 2X PLN (sami wybierzcie). Którą ofertę pracy wybierzecie? Tak też myślałem. To teraz sami zastanówcie się, kto w takim razie przyjmie posadę w spółce skarbu państwa. Czy aby na pewno będą to w pełni kompetentni menedżerowie?

A skoro już o Prezydencie mowa. Skoro tak bardzo leży Mu na sercu dobro Polaków, to czemu zapowiedział z góry, że będzie wetował, co się tylko da? Dlaczego PiS nie próbuje nawet dyskutować z rządem i koalicją? Dlaczego nie proponuje swoich rozwiązań? To samo zresztą dotyczy SLD.

Bardzo ciekawa wydała mi się także wypowiedź prezesa NBP, który chce (ponoć) współpracować z rządem w celu obniżania inflacji. Miło z jego strony. Dlaczego jednak nie słyszałem o żadnych rozmowach między nim a przedstawicielem rządu? Co więcej, dlaczego prezes, wsadzony na stanowisko przez PiS, nie ma poparcia nawet tejże partii (i nic nie wskazuje na to, aby próbował je uzyskać)?

I w ten sposób można by jeszcze długo, ale wniosek z tej sytuacji jest jeden i niestety jest smutny. Wczorajsza debata wykazała, że nikomu (w tym PO) za bardzo nie zależy na jakichkolwiek zmianach. Wszyscy myślą jedynie o tym, co ładnie zabrzmi, co dobrze zostanie przyjęte przez społeczeństwo i co najlepiej podbije słupki w najbliższym sondażu. A smutne jest to dlatego, że większość zmian, które trzeba wykonać, są dość niepopularne (bo jak wytłumaczyć Kowalskiemu, że im później przejdzie na emeryturę, tym lepiej, że zasiłek dla bezrobotnych powinien być niższy, itd…)

Wykop ten wpis

Zwykły wpis

4 thoughts on “Dużo gadania, a każdy sobie…

  1. Już dawno dałem sobie spokój i podjąłem decyzję o zdystansowaniu do tego, co dzieje się na szczytach władzy i tych, którzy do niej aplikują. za bardzo się tym wszystkim kiedyś przejmowałem.
    Są o wiele ciekawsze lektury niż współczesna polityka. Pozdrawiam i życzę spokojniejszych lektur.

  2. Kobieta z lekką dłonią pisze:

    Masz rację Lunetariusie! Zgadzam się z Tobą w 100%. Polityce poświęcam 0,01 % mego życia i żyje mi się pięknie :-). A najzabawniejsze jest to, że u swego boku mam właśnie polityka!

  3. @A.K.K:
    Nie? To spójrz na to, ile miejsc pracy jest wolnych i jak wysokie masz ceny (co w dużej mierze spowodowane jest wzrostem płac nieskorelowanym ze wzrostem produktywności).

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s