spoleczenstwo

Światła niezgody – rok później

Nieco ponad rok temu zostaliśmy zmuszeni do jazdy z włączonymi światłami mijania przez cały rok. Pisałem wtedy, że pomysł ten jest prawie dobry – wystarczyło bowiem nakaz ten ograniczyć do obszarów niezabudowanych.

Pamiętam, że posłowie PiSu (między innymi) bardzo głośno starali się wtedy wszystkich przekonać, że

  • przepis ten na pewno zwiększy bezpieczeństwo,
  • jazda z włączonymi światłami prawie nic nas nie kosztuje.

Na specjalnej konferencji, poseł PiS, Krzysztof Tchórzewski mówił:

Dane z roku obowiązywania ustawy wskazują, że koszty społeczne wprowadzenia nakazu jazdy na światłach są znaczne – to jest ponad 650 mln złotych rocznie. Spalamy dodatkowo ropy za prawie 300 mln dolarów, emitujemy więcej o ponad 400 tysięcy ton CO2 do atmosfery. Żarówki paliwo, to wszystko powoduje że rocznie przeciętny kierowca wydaje 150-200 złotych więcej.

Posłowie PiS sięgnęli także po statystyki, aby pokazać, że przepis ten wcale nie poprawia bezpieczeństwa. Niestety aby wywnioskować coś ze statystyk trzeba je najpierw zrozumieć. A to już dziennikarzom (a tym bardziej politykom) może sprawiać nie lada trudności.

Gdy zajrzymy do statystyk rzeczywiście zauważymy, że liczba wypadków w roku 2007 jest większa niż w 2006. Łatwo się jednak domyślić, że po części wynika to z faktu, że i samochodów na polskich drogach przybyło, a i zima w tym roku była bardziej „śnieżna” i „lodowa” niż w roku poprzednim.

Jeśli jednak na podstawie statystyk chcemy ocenić przydatność jazdy na światłach, to chyba warto porównać liczby wypadków w miesiącach, w których wcześniej świateł nie włączaliśmy. I tu okazuje się, że włączone światła robią swoje (1% mniej wypadków, 20% mniej potrąceń rowerzystów i 10% mniej potrąceń pieszych). Spadła też liczba zderzeń czołowych (łatwo się domyślić, że to głównie na te zderzenia mogą mieć wpływ włączone światła).

Czy zatem „świecimy bez sensu”? Moim zdaniem tylko w obszarze zabudowanym – jeśli ktoś nie widzi samochodu jadącego z prędkością 50km/h w mieście, to żadne światła na tym samochodzie nie pomogą – ów osobnik najpewniej jest niewidomy, tudzież patrzy w innym kierunku. Natomiast poza terenem zabudowanym światła zwiększają bezpieczeństwo (o czym zresztą kierowców przekonywać nie trzeba, gdyż większość jeszcze przed wprowadzeniem ustawy „na trasie” poruszała się na światłach).

A posłom, dziennikarzom i innym komentatorom zalecałbym, aby przed ogłaszaniem swoich rewelacji, spróbowali najpierw zrozumieć źródła, na które się powołują. Nie jest to przecież pierwszy przypadek błędnie wyciąganych wniosków.

Zwykły wpis

3 thoughts on “Światła niezgody – rok później

  1. „Masz słuszną rację”:-)
    Właściwie nic dodać nic ująć. Zgadzam się z konkluzjami. Jazda na światłach po mieście bez sensu, natomiast poza terenem zabudowanym od zawsze jeździłem na światłach i to bym utrzymał.
    Co do statystyk. Trzeba być ostrożnym, bo z nimi jest tak jak ze średnią krajową: wszyscy słyszeli, ale nikt nie dostał takiej wypłaty:-)

  2. Kanadol pisze:

    W wielu krajach Europy a takze w polnocnej Ameryce, produkuje sie samochody, w ktorych po uruchomieniu, swiatla zapalaja sie automatycznie. Jest to tendencja swiatowa, chyba zapoczatkowana przez Szwedzkie Volvo. Wydaje mi sie wiec, ze predzej czy pozniej, niejako z przymusu, bedzie to naturalne w Polsce, jak juz jest n.p. w Kanadzie. Zaczeto stosowac zasade jazdy na swiatlach, z powodu zwiekszenia bezpieczenstwa ruchu. Nie wydaje mi sie, zeby statystyki w krajach stosujacych to prawo, pokazywaly, ze to nic nie znaczacy ewenement, bo po prostu by sie to nie ostalo.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s