Niedzielne linki

RSS – jak się odkopać?

Wiem, że obiecałem Wam, iż w niedzielę pojawi się kolejna porcja linków. Okazało się jednak, że zaległości spowodowane moim wyjazdem były nieco większe, niż się spodziewałem. Dlatego też linki umieściłbym dopiero dzisiaj. Postanowiłem tego nie robić, a w zamian napisać o odkopywaniu się z RSSów. Ale po kolei…

Część z Was na pewno odkryła już cudowną technologię, jaką są kanały RSS. Dzięki nim nie musimy już wchodzić codziennie na miliony stron i sprawdzać, na których z nich pojawiły się nowe artykuły. Teraz to w ich interesie leży, aby nas o tych artykułach poinformować. Jest jednak pewien problem. Każdemu zdarza się wyjechać gdzieś, gdzie nie ma dostępu do internetu (albo po prostu chce odpocząć od komputera). Po powrocie okazuje się zazwyczaj, że w naszym czytniku czeka już ponad tysiąc wiadomości.

Tak też było w moim przypadku. Po pięciodniowym braku dostępu do internetu, w Google Readerze czekało na mnie około 2000 newsów. Liczba olbrzymia i przerażająca na tyle, że łatwo pojawiają się myśli, aby tego wszystkiego nie przeglądać i od razu oznaczyć jako przeczytane (tym bardziej, że do oczyszczenia jest jeszcze skrzynka pocztowa). Ale przecież nie po to zapisujemy się na RSS, aby potem je ignorować. Jak zatem poradzić sobie z zalewem informacji?

Ja zrobiłem to w następujący sposób:

  1. Wybrałem widok ukazujący tylko tytuły wiadomości ze wszystkich folderów/tagów i szybko po nich „przeleciałem” oznaczając jako przeczytane te, które mnie nie interesowały lub stały się już nieaktualne.
  2. Przełączyłem się w tryb pokazujący całe wiadomości i zacząłem opróżniać foldery/tagi (dzięki temu postępy były bardziej zauważalne)
    1. Najpierw przeglądałem te, które interesują mnie najmniej – większość artykułów z tych folderów wystarczy jedynie przejrzeć, aby wiedzieć o co chodzi. Gdybym zostawił je na koniec, istniała spora szansa, że, tłumacząc się zmęczeniem, odłożyłbym je na później (i jeszcze długo by mnie prześladowały).
    2. W ten sposób na koniec zostały mi do przeczytania artykuły, które były na tyle interesujące, że w ich lekturze nie przeszkadzało mi zmęczenie czy znudzenie.

Cała ta procedura zajęła mi niecałe dwie godziny. W ten sam sposób opróżniłem skrzynkę pocztową. A jak Wy sobie radzicie, gdy po dłuższej nieobecności zostajecie zalani informacjami?

Zwykły wpis

6 thoughts on “RSS – jak się odkopać?

  1. Kobieta z lekka dlonia pisze:

    Ja zazwyczaj rzucam okiem na tematy artykulow i czytam tylko wybrane. Nie mam skrupulow pozostalych odznaczyc „jako przeczytane”.

    Ja bardzo lubie czytac komentarze i ubolewam nad tym, ze nie zawsze mozna uruchomic kanal rrs wlasnie dla komentarzy ogolnie.

  2. DrYoung pisze:

    Też tak miałem, potem nauczyłem się, że niektóre serwisy nie są ważne ;-)

    W ogóle to bardzo by mi się przydało w google readerze (bo tenże czytnik jest z paru przyczyn optymalnym rozwiązaniem) jakieś rozwiązanie typu „lubię ten post”, „a tego nie”. Generalnie to jest ta sama technika co filtr antyspamowy, dziwi mnie, że google tego nie zaimplementował. W ogóle to rssy powinny być tagowane i po takich tagach powinno się dać sortować.

    A poza tym to staram się pamiętać, że newsy czytam dla przyjemności, a nie z konieczności ;-)

  3. @DrYoung:
    Tagowanie nie jest chyba najlepszym pomysłem. Ludzie mają z tym spore problemy.

    Czytnik RSS z funkcją lubię/nie lubię już gdzieś widziałem. I to chyba nawet próbował to jakoś sprytnie robić, rozpoznawać, dopasowywać podobne, itd…

    A Google… Hmm… Oni w ogóle Readera dziwnie traktują. Mnie bardzo zadziwiał fakt, że przez długi okres czasu nie było tam nawet możliwości wyszukiwania…

  4. DrYoung pisze:

    @doodge:
    Zdefiniuj „ludzie” ;) Nie muszę mieć tagowania do blogów, bo ich czytam niewiele i generalnie czytam w całości. Chciałbym mieć tagi w portalach, zresztą niektóre (np. slashdot) je mają, ale nie umiem po tym filtrować.

    Co ‚do lubię’ / ‚nie lubię’, to miał (ma?) na pewno thunderbird, nie wiem jak działało, bo nie używam, ale było właśnie na tym samym silniku co filtr antyspamowy.

    A w ogóle to jeśli mamy coś takiego jak google reader, który jest z definicji sieciowym projektem, to aż się prosi o społecznościowe ocenianie postów, względnie ocenianie postów na podstawie zbieżności upodobań z innymi osobami (system dopasowuje Cię do osób, którym podobają się te same posty i na tej postawie możesz filtrować).

  5. @DrYoung:
    Ludzie ogólnie, zaczynając od autorów blogów, przez zleceniodawców na GetACoder i umieszczających zdjęcia na Flickrze, po zawodowych fotografów wrzucających zdjęcia do agencji prasowych…

    Kurcze, nie mogę znaleźć tego readera. Jak znajdę, to dam znać…

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s