polityka, spoleczenstwo

Czy polska demokracja jest zagrożona?

Od wczoraj wszyscy dziennikarze, a za nimi także część społeczeństwa (ta, która myśli i nie boi się swoich poglądów wypowiadać na głos) zastanawiają się nad odpowiedzią na powyższe pytanie. I chyba trudno się temu dziwić, po wydarzeniach ostatnich dni/tygodni.

Nerwowość na scenie politycznej jest coraz bardziej widoczna, do tego kampania wyborcza nabiera rozpędu (pisałem już o tym, czego możemy się po niej spodziewać). To wszystko bardzo utrudnia spokojne rozwiązywanie problemów. PiS wije się niemiłosiernie, próbując do końca pokazywać społeczeństwu, że walczy z mitycznym „Układem”. Chyba nikt nie zastanawia się już nad tym, czy zdecydują się poświęcić Zbigniewa Ziobrę. Widać bowiem, że postanowili iść w zaparte. Premier znów wymachuje palcem w różne strony, wskazując, kto jeszcze jest sprzymierzeńcem „Szarej Sieci” tudzież „Korporacji i Netłorków” (ciekawe, czy pamiętaliście jeszcze te określenia). Platforma przygląda się temu wszystkiemu nieco z boku i nie kryje nawet swej radości. Oczywiście musi te wydarzenia komentować i muszą to być opinie negatywne, jednak wygłaszane są bardzo spokojnie (może nawet troszkę zbyt spokojnie), chyba nawet z lekkim uśmieszkiem na twarzy. Do tego dochodzi jeszcze cała reszta, która krzyczy coś o stalinizmie, bolszewikach i innych, równie groźnie brzmiących rzeczach.

Tytułowym pytaniem zakończył się wczorajszy program „Co z tą Polską” Tomasza Lisa. Głosowano smsami, więc grupa ankietowanych nie była reprezentatywna. A wyniki? Dość łatwe do przewidzenia: 88%: TAK, 12%: NIE.

Osobiście udziału nie brałem, gdyż nie przepadam za niemożnością uzasadnienia swoich poglądów, a w tym przypadku uzasadnienie jest wręcz konieczne. Jakiej odpowiedzi bym zatem udzielił? Otóż uważam, że polska demokracja NIE JEST zagrożona. Bynajmniej nie dlatego, że podoba mi się to, co wyczynia dzisiejsza władza, nie dlatego, że ufam Zbigniewowi Ziobrze czy Jarosławowi Kaczyńskiemu. Wierzę (być może troszkę naiwnie) w bezpieczeństwo polskiej demokracji, ponieważ wiem, że to nie władza jej zagraża, lecz społeczeństwo (ignorancją, brakiem dojrzałości i postaw obywatelskich). Mam wrażenie, że Polacy wydorośleli troszkę przez ostatnie dwa lata, zaczęli interesować się nie tylko koniuszkiem własnego nosa, ale także tym, co ich otacza, co dzieje się w polityce. Wystarczy spojrzeć choćby na liczbę aktywnych blogów politycznych i na liczbę ich czytelników. Mam nadzieję, że udowodnimy tę naszą dojrzałość w nadchodzących wyborach…

PS. Pamiętajcie, że nawet oddanie nieważnego głosu jest lepsze, niż nieoddanie żadnego.

Zwykły wpis

24 thoughts on “Czy polska demokracja jest zagrożona?

  1. demokracja jest ZAWSZE zagrożona.
    to nie jest Stan, dany Od … (tu wstawić) — i Raz na Zawsze.
    nigdy dość przypominania, że adolf hitler doszedl do wladzy w 100% demokratycznych Wyborach;
    w dodatku z trudnością, bo miał (= nsdap znaczy) wynik gorszy, niż wcześniej…
    ………………..
    a „Polacy”?
    polacy to mit.
    są 2-3 polski (główne) i kilka pobocznych.
    ta PIERWSZA (dziś) — kocha „zamykanie Złodziei”
    — i nie pyta o to, co sie później dzieje.
    kocha „dam wam miliardy mieszkań…”
    (niezależnie od tego, kto to mówi: kwaśniewski, wałęsa czy pp. Bracia Kartoflani…)
    ………………..
    i WYSTARCZY nawet niewielkie pogorszenie sytuacji gospodarczej — aby to (na razie tylko Widowiskowo-Telewizyjne) żądanie GILOTYNY — zamienić w Nośne Hasło Wyborcze…
    a później….

  2. doodge: Zakladam sie z toba o butelke dobrego wina, ze te wybory zadnego przelomu nie przyniosa.

    makowski: masz racje, sa 2-3 polski. jedni mowia ze to polska a i polska b, albo polska parafialna i polska liberalna. a inni ze to polski sprzed rozbiorow. zwal jak zwal.

    te polski ewidentnie nie sa wstanie ze soba koegzystowac. i ta ktora wygrala ostatnie wybory, daje w dupe tej drugiej.

  3. @hollbach:
    tez ciągle powtarzam, ze żadnego przełomu nie będzie. Sondaże są właściwie identyczne jak dwa lata temu. I pewnie pis jest nieoszacowane, bo przed ankieterem wstyd sie przyznac…

    Wybory są potrzebne w sensie symbolu. Formalnego przypieczętowania upadku IV RP, nawet jeśli ma sie ona za chwile odrodzić na nowo w nowych koalicjach PO PIS albo PIS PO.

  4. @Holbach:
    Możliwe, że nie przyniosą, choć zależy, jak definiujemy przełom. Dla mnie sporym przełomem byłaby frekwencja na poziomie 60%. Poza tym zauważ, że coraz więcej pojawia się myśli, że może nadszedł już czas, żeby pozbyć się naszych wspaniałych polityków i wziąć sprawy w swoje ręce, zakładając partię. Owszem, przed tymi wyborami się nie uda, ale już sam fakt uświadomienia sobie, że nie musimy zgadzać się na wszystko, co nam proponuje władza, że to jednak MY TU RZĄDZIMY (a ONI są naszymi pracownikami) jest bardzo pozytywne.

    Co do podziału na różne Polski to oczywiście 100%-wa prawda. Widać to w każdych wyborach i sondażach. I z tym rzeczywiście należałoby coś zrobić (wyrównywanie szans edukacyjnych byłoby chyba dobrym początkiem)…

  5. @Holbach:
    Tak, ale pomyśl o osobach, do których trafiają swoją argumentacją. Przecież podatność na taką ideologię jest dowodem kompletnej niewiedzy ekonomicznej (i nie tylko)…

  6. Wtrącę się – Kaczyński i Rydzyk to owszem – nie są analfabeci, ale za to dinozaury i na wymierającym elektoracie się oparli. Przy tym nie mam tu na myśli wyłącznie moherów, ale ludzi z mentalnością ukształtowaną przez ekonomię z lat 45-89. Bez względu na to, co stanie się teraz za jakieś 15-20 lat wymrą. Niektórzy biologicznie inni mentalnie.
    Oczywiście szkoda straconego czasu, ale wina nie leży tylko po stronie obecnie panujących. To druga strona – między innymi moja strona – nie zwracała przez 17 lat uwagi na społeczny „dół” i teraz zbiera burzę.

  7. @doodge:
    masz rację, coś się zmienia, sama to widzę po wypowiedziach moich znajomych. liczę na to, że nie skończy się na słowach i pójdą do wyborów…
    a co do założenia partii i wzięcia spraw w swoje ręce- zaczynam się coraz bardziej przychylać do tego pomysłu

  8. I co to miałaby być za partia? Partia Internautów? Sam swego czasu próbowałem z tym wystartować ale jeśli nie macie jakiś głośnych nazwisk, które pociągnęłyby za sobą trochę więcej osób to sprawa jest raczej przegrana- poza kilkunastoma znajomymi nie ma co za bardzo liczyć na większy odzew.

    Poza tym jest jeszcze jedna sprawa, kapitalna wręcz jeśli chodzi o sam pomysł- jaki program? Kto go opracuje? Kto weźmie w ręce kierownictwo partii? Kto stworzy struktury i kto je będzie koordynował? Kto tę partię jak i za co wypromuje? Tu trzeba mieć naprawdę masę czasu, $, zapału i posłuchu aby cokolwiek ruszyć…

    Poza tym jak, jak znam życie- zjednoczyłoby nas to, że chcemy coś zmienić- podzieliło to na co byśmy chcieli zmieniać i w sumie nie wymyślilibyśmy nic bardziej odkrywczego od tego co mają partie dzisiaj- warto się rozmieniać na drobne?

  9. @Katya:
    Ja też uważam, że ta partia społeczeństwa jest niezłym pomysłem. Wydaje mi się, że to jest jedyna szansa na to, aby udało się przeprowadzić koniecznie reformy. Polityk (czyli człowiek, który w polityce chce zrobić karierę) nigdy nie zrobi czegoś, co jest konieczne, ale zmniejszy jego popularność… Nie ma już takich ludzi, jak L. Balcerowicz, którzy są gotowi długo płacić za to, co zrobili, bo tak trzeba było… Zresztą to temat na długi wpis i zupełnie inną dyskusję ;)

  10. @Equilibrysta:
    Nie, oczywiście, że nie. Lepiej stwierdzić, że na pewno się nie uda, spuścić głowę i grzecznie czekać na to, aż owi „politycy z nazwiskami” przypomną sobie, że gdzieś tam jest jakieś społeczeństwo. Z tego, co mi się wydawało, masz poglądy liberalne. Skąd więc ta niechęć do wzięcia spraw we własne ręce, skąd to przekonanie, że jest jakaś klasa społeczna (?), która ma nas reprezentować i która jest niezmienialna?

  11. Nie niechęć ale realizm- wiele osób chce zmian ale większość z nich nie ma nic konkretnego do zaproponowania poza „chcę żyć normalnie i żeby wszyscy byli zdrowi, bogaci i szczęśliwi”- a jeśli sam zaproponujesz coś konkretnego to zaczyna się dzielenie głosów i odwracanie do pomysłu plecami. Jestem sympatykiem UPR ale też na zasadzie „najmniejszego zła”- uważam, że mają program najbardziej zbliżony do tego co sam chciałbym zrobić… ale nie dokładnie taki sam.

    Wierzę w demokrację ale jednocześnie nią gardzę- z jednej strony cieszę się, że mogę zabrać głos i nikt mnie z tego powodu nie prześladuje (sic), że teoretycznie mam szansę (jak w sumie każdy) zostać politykiem i zacząć działać ale jednocześnie jestem świadomy słabych stron demokracji- wymaga ona aby każdy z nas miał jednak jakąś wiedzę na temat partii, programów politycznych i skutków ich realizacji- co już w tym punkcie jest nierealne… Nie mówiąc o tym, że czasem łapię się na tym że mnie lub bardziej świadomie jestem przeciwny takiemu systemowi, którym dwóch żyjących w świecie butelek pijaczków spod bloku ma do powiedzenia więcej niż jeden profesor prawa czy ekonomii… 2 głosy na jeden- demokracja jest, ale do czego ona prowadzi?

    Widzisz, ja nawet chętnie przyłączyłbym się do takiej akcji ale zdaję sobie sprawę, że pewnym momencie byłoby to jak z UPRem- doszlibyśmy do momentu kiedy nasze wizje zaczęłyby od siebie odbiegać i znowu byłaby zasada „mniejszego zła”. Jak bardzo byłbyś w stanie zmienić to co dzisiaj jest? Ja jedyną drogę widzę w liberalizmie- i wiem, że już część osób, w tym pierwszym punkcie, ze mną się nie zgadza a jeszcze inne uważają mnie za antychrysta, pedała (with all respect) czy jeszcze kogoś innego…

    No chyba że udałoby się przekonać mnie albo ciebie i wypracować wspólną linię działania- ale pomyśl, to wymaga indywidualnych rozmów z KAŻDYM zainteresowanym praktycznie na KAŻDY temat- kto temu podoła? Spróbować można, najwyżej się nie uda.

  12. @Equilibrysta:
    Widzisz, różnica między nami polega na tym, że ja wierzę, iż inteligentni ludzie mogą osiągnąć kompromis. Wszyscy chcemy, aby żyło się lepiej, a wszyscy byli bogaci. Zastanówmy się zatem wspólnie, jakie są główne przeszkody w osiągnięciu takiego stanu i po kolei je zmieniajmy zaczynając od tych, co do których wszyscy się zgadzamy, a na później zostawiając kwestie kontrowersyjne (zostawiając sobie więcej czasu na ich przedyskutowanie)…

  13. @doodge:
    Widzisz, różnica między nami polega na tym, że ja wierzę, iż inteligentni ludzie mogą osiągnąć kompromis.

    Czy ja gdzieś temu zaprzeczyłem?

    Pomysł dobry ale zanim człowiek zacznie planować trzeba sobie ku temu zapewnić warunki: myślisz, że uda się to wszystko przedyskutować w komentarzu pod jedną wiadomością na jednym blogu? Rozsądniej byłoby przeznaczyć na to forum dyskusyjne…

    W sumie można takie forum założyć i tam przypiąć jeden temat, w którym można by wypisać punkt po punkcie nasze cele, wstawiając jednocześnie linki do innych tematów na tym forum bądź zaprzyjaźnionych blogach, które stanowiłyby komentarz i miejsce dyskusji nad proponowanymi zmianami.

    Moim zdaniem takie miejsce w sieci, które byłoby miejscem zbiórki dla wszystkich zainteresowanych to podstawa działania- na razie mamy setki osób piszących na blogach praktycznie o tym samym ale jako indywidualne jednostki a nie reprezentatywna grupa społeczna- wspólne działanie to warunek sine qua non skutecznego działania. Tylko kolejne pytanie- tworzyć od nowa, czy może zacząć działać w ramach jakiegoś już istniejącego portalu/serwisu/forum?

  14. doodge,

    „Wszyscy chcemy, aby żyło się lepiej, a wszyscy byli bogaci. Zastanówmy się zatem wspólnie, jakie są główne przeszkody w osiągnięciu takiego stanu i po kolei je zmieniajmy”

    Chyba zdaniem tym zaciemniasz ISTOTĘ RZECZY, albowiem jest ona taka, iż „WSZYSCY CHCEMY BY SIĘ LEPIEJ ŻYŁO N A M /!!!/, nam , a nie sąsiadowi, który, gdy będzie miał lepszy samochód spowoduje stres zazdrości.

    Drzemie w Tobie homo sovieticus :) ?

    Serdeczne pozdrowienia

  15. @Witold:
    Nie. Wręcz przeciwnie. Po prostu zdaję sobie sprawę z tego, że są ustawy, które ułatwią życie nam wszystkim (pośrednio lub bezpośrednio). A sąsiadowi życzę, aby miał nie jeden, lecz nawet kilka dobrych samochodów, bo dzięki temu, zarobią też inni (choćby właściciel pobliskiej myjni, serwisu samochodowego, sprzedawca opon, itd…)

    Na tym właśnie chyba polega nasz problem, za bardzo skupiamy się na tym, żeby zazdrościć sąsiadowi i przez to nie mamy już czasu, żeby pomyśleć, jak samemu osiągnąć sukces. A przecież gospodarka nie jest grą o sumie zerowej. To, że powiodło się sąsiadowi nie znaczy, że nam już się nie uda…

  16. @Maga:
    Z prostej przyczyny. Oddając głos nieważny, mówisz: „Głosuję, bo mój kraj jest dla mnie ważny, ale nie wybiorę żadnego z Was”. Brak głosu może być przez polityków tłumaczony tak: „Była niedziela. Nie chciało im się ruszyć z domu, ale na pewno zagłosowaliby na nas”. Głosując odbierasz zatem politykom pewne możliwości marketingowe.

    Wydaje Ci się, że nikt tego tak nie interpretuje? Spójrz na ten przykład. Na PiS w 2005 roku głosowało tylko 10% uprawnionych do udziału w wyborach Polaków. Jednak to nie tą liczbą chwali się brat Jarosław. Wiele razy wmawiał nam, że głosowało na niego 27% obywateli. Nie uważasz, że jego opowieści o zielonym świetle dla projektu IVRP brzmiałyby śmiesznie, gdyby mówił, że pomysł ten poparło aż 10% społeczeństwa?

  17. A propos zagrozenia demokracji, to jeszcze z drugiej strony:

    Mamy nową ustawe ograniczającą niezawisłość sędziów, odkąd minister może ich odwoływać.

    Mamy nową ustawę pozwalającą wyprowadzić wojsko na ulicę dla „ratowania więzi społecznych” (sic!)
    Są zakusy na ograniczenie trybynału ustawą. A jeśli nie ustawą to odpowiednim dobraniem jego składu, co będzie możliwe już w przysżłym roku, kiedy skończy się kadencja ostatniej partii starych sędziów.

    Nie wygląda to dobrze….

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s