polityka

Znienawidzona historia

Od momentu, gdy przeczytałem artykuł (i różne opinie) o zamieszkach w Estonii, z niecierpliwością czekałem na chwilę, gdy któryś z naszych cudownych polityków podskoczy z radości, klaśnie rączkami (a gdyby mógł to pewnie i uszami) i zacznie wykrzykiwać, aby i w Polce przeprowadzić takie oczyszczanie ulic. Oczywiście nie musiałem długo czekać. Jak donosi gazeta.pl Ministerstwo Kultury już się tym zajęło (bardzo ochoczo popierając jedną stronę estońskiego konfliktu – bez próby jego zrozumienia; bez chwili zastanowienia, o co tam chodzi; bez… sensu).

Teraz pewnie spodziewacie się, że dołączę do grona mówiących, że powinniśmy być grzeczni, żeby jakoś podlizać się Rosji. I w sumie mógłbym, bo taka jest prawda, że jak się jest słabszym, a stosunki nie są zbyt dobre, to czasem trzeba być mądrzejszym (a nie tylko umieć szabelką zręcznie przed nosem wymachiwać). Ale ja chciałbym się zastanowić nad innym aspektem całej sprawy.

Dlaczego, gdy TVP w Wiadomościach pokazywała nagrania z Afganistanu, na których widać było Talibów niszczących stare religijne pomniki, to każdemu z nas (dziennikarzom zresztą też) cisnęło się na myśl jedno słowo: barbarzyńca? Dlaczego, gdy my mamy zamiar robić dokładnie to samo, to już jest wszystko OK? Już widzę to oburzenie po przeczytaniu poprzedniego zdania. Już słyszę te krzyki „przecież to nie to samo; to zupełnie coś innego”. Więc pytam, a czym niby to się różni? Chcemy niszczyć pomniki upamiętniające idee/wydarzenia, z którymi się nie zgadzamy, które nam się boleśnie kojarzą. Jestem przekonany, że gdyby któryś z dziennikarzy przeprowadził porządny, obiektywny wywiad z Talibem, to powiedziałby on dokładnie te same słowa.

Posunę się w swoim rozumowaniu jeszcze dalej. Otóż jak się chwilę zastanowimy i poszperamy w pamięci, to być może każdy z nas dojdzie do wniosku, że historia (nawet Polski) zna już takie przypadki. Mnie najszybciej skojarzyło się palenie zakazanych ksiąg. To jest dokładnie to samo przeświadczenie i ten sam mechanizm. Istnieje coś, z czym się nie zgadzamy, czego nie popieramy? Nie ma problemu, wystarczy przecież zniszczyć wszelkie dowody i najnormalniej w świecie o tym zapomnieć. Znamy to zachowanie bardzo dobrze z dzieciństwa. Przecież każde dziecko wie, że jeśli dzieje się coś złego, jeśli czegoś się boi, to wystarczy zamknąć oczy i potwór znika (czy na pewno?).

A może jednak czas pokazać, że Polacy nie są już dziećmi, że dorośli do tego, aby zmierzyć się z historią. Kiedy w końcu przestaniemy uważać, że najważniejsze w podręcznikach są daty i nazwiska, a zaczniemy wyciągać wnioski z wydarzeń. Każdy z nas wie, że najlepiej jest się uczyć na czyichś błędach, a historia przecież daje nam mnóstwo przykładów takich błędów. Wystarczy chcieć z nich skorzystać.

Czy zatem nie lepiej by było, gdyby zostawić te wszystkie pomniki. Niech stoją dokładnie tam, gdzie stały. Niech przypominają nam codziennie o tym, co się już wydarzyło (i czego cofnąć nie możemy). Niech będą przestrogą dla przyszłych pokoleń. Niech uczą i zmuszają do refleksji. Bo to właśnie takie pomniki sprawiają, że te suche słowa z podręczników do historii nabierają znaczenia, stają się bardziej namacalne, a przez to o wiele mocniej zapadają nam w pamięci…

Zwykły wpis

2 thoughts on “Znienawidzona historia

  1. Pingback: Igrzysk, więcej igrzysk! «

  2. Pingback: Znienawidzona historia cz. 2 «

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s