polityka

Światła niezgody

– czyli poselskie ambicje vs. Polak potrafi

Tych, którzy może jeszcze nie wiedzą, chciałbym poinformować, że od dnia 17.04 jeździmy na światłach przez cały rok. Pomysł ów szlachetny ma na celu zwiększenie bezpieczeństwa na naszych drogach (hmm?). Toteż trudno się dziwić, że nasze kochane (p)osły były w tej sprawie zgodne. A może chodziło o to, żeby potem nikt nie mógł im zarzucić, iż nic nie robią? Kto ich tam wie…

(P)osły próbowały oczywiście przekonać ludzi, do jeżdżenia na światłach. Wypowiadało się sporo ekspertów, którzy opowiadali bajki o perpetuum mobile (że niby te zapalone światła nie zwiększą zużycia benzyny) i o tym, że dzielenie liczby przez (ok.) 2 wcale nie musi dawać liczby mniejszej od niej (czyli o tym, że wcale nie trzeba będzie wymieniać żarówek częściej). Pierwszą bzdurą nie chcę się tu zajmować. Druga jest o wiele ciekawsza. Otóż żywotność żarówki określana jest w godzinach (w przypadku popularnej H4: 350-700h – jak podaje dziennik.pl w tym artykule). Zatem oczywisty jest fakt, że gdy żarówki będą włączone przez cały rok (a nie przez pół), to przepalać będą się częściej. (Dopowiem jeszcze, że żywotność żarówki zależy również od jej odporności na wibrację, a zatem także od jakości dróg[!])

Widać nie wszystkich kierowców udało się jednak przekonać, bo oto wczoraj dotarłem do takich skanów artykułu: 1, 2, 3. I pomyśleć, że wystarczyło trochę ruszyć głową i dodać do tekstu przepisu trzy słowa: „poza obszarem zabudowanym”. I tak większość kierowców „na trasie” włączała już światła, więc nikt by pewnie nawet nie zwrócił uwagi na nowy przepis (i może właśnie o to chodziło). A tak, no cóż pozostaje nam stać w korku z włączonymi światłami, dzięki czemu na pewno unikniemy straszliwego wypadku (czego Wam i sobie serdecznie życzę).

Zwykły wpis

10 thoughts on “Światła niezgody

  1. ale czy obszar zabudowany to wylacznie korki? w takiej Warszawie korki sa norma na wielu ulicach, ale nie tylko, miast to rowniez ulice niezakorkowane, wielopasmowki, trasy szybkiego ruchu, na ktorych mozna wielokrotnie obserwowac pedzace (z nadmierna predkoscia) pojazdy.

  2. Eora:
    Tak, zgadza się. W miastach są również ulice, na których korków nie ma, ale bez przesady. Przy prędkości 50km/h (a takie jest ograniczenie w terenie zabudowanym) światła wcale nie zwiększają widoczności pojazdów. Co więcej, w ruchu ulicznym łatwo stworzyć jest sytuację, gdy włączone światła utrudniają zauważenie świateł stopu samochodu znajdującego się przed nami (wystarczy jechać pod słońce – włączone światła zmniejszają wówczas kontrast pomiędzy stopami świecącymi i nieświecącymi).
    Jeśli chodzi o wielopasmówki w mieście. Tam światła (które mają głównie zwiększać widoczność samochodów nadjeżdżających z naprzeciwka) w ogóle są bez sensu (tak samo na autostradzie) – powód: ten sam, co powyżej – zmniejszanie kontrastu.
    Co do pędzących samochodów, to problemem jest chyba raczej to, że mało kto przestrzega w Polsce ograniczeń prędkości. Ale tu światła chyba w niczym nie pomogą.

  3. „Przy prędkości 50km/h (a takie jest ograniczenie w terenie zabudowanym) światła wcale nie zwiększają widoczności pojazdów.”

    o lelum polelum, a kto w miescie jezdzi 50km/h? chyba tylko L ;)

    „(wystarczy jechać pod słońce – włączone światła zmniejszają wówczas kontrast pomiędzy stopami świecącymi i nieświecącymi).”

    w takim wypadku nalezy zglosic sie do okulisty.

    „zmniejszanie kontrastu.”

    jak wyzej.

    bez sensu to jest wylaczanie i wlaczanie swiatel w czasie jazdy, np. jadac przez tereny zabudowane wylaczasz, wyjezdzajac z terenu zabudowanego wlaczaczasz. wedlug twoich kryteriow jeszcze pewnie nalezaloby wylaczac na wielopasmowkach i wlaczac kiedy zjedzie sie z wielopasmowki, ale zaraz, a jak po zjechaniu trafi sie na korki, normalnie dyskoteka on/off. to dopioro bylaby masakra dla oczu.

  4. > o lelum polelum, a kto w miescie jezdzi 50km/h? chyba tylko L ;)

    Ale nie powiesz mi, że światła zwiększą przestrzegalność polskiego prawa. A skoro nie przestrzegamy 50km/h to równie dobrze możemy sobie stwierdzić, że będziemy jeździć pod prąd. Zresztą skoro zakładamy za pewnik nieprzestrzeganie prawa, to również świateł nikt nie będzie włączał.

    > w takim wypadku nalezy zglosic sie do okulisty.

    Nie, to jest normalne zjawisko fizyczne. Dlatego właśnie sygnalizacja świetlna ma różne kolory i taki kształt, a nie np. jedno światło świecące różnymi odcieniami czerwieni [a tak właśnie wyglądają światła w niektórych samochodach). Zresztą, pójdź z tym do okulisty – on powie Ci dokładnie to samo ;-)

    > bez sensu…
    Zaraz zaraz. A gdzie ja napisałem, że ktoś będzie Ci kazał je wyłączyć? Zwróć ponownie uwagę na kierunek implikacji. Ja mówię o NAKAZIE (i jego braku, a nie o zakazie) jazdy na światłach poza terenem zabudowanym (tzn. że W terenie zabudowanym włączenie świateł jest dobrowolne). Czyli możesz sobie jeździć na światłach cały czas lub (LUB) możesz jeździć w terenie zabudowanym bez świateł i (I) musisz jeździć na światłach poza terenem zabudowanym (czyli tam, gdzie rzeczywiście jest to przydatne)
    PODKREŚLAM JESZCZE RAZ: brak nakazu to nie zakaz… Czytaj uważnie ;-)

  5. sprezyslaw pisze:

    Zamiast dyskutować czy jeździć w dzień na światłach, najpierw warto byłoby nauczyć sie korzystać ze świateł wtedy kiedy są naprawdę niezbędne, czyli w nocy. Jeżdżę przede wszystkim w nocy i bardzo drażni mnie taka rzecz: jedziesz sobie poza miastem, a jakiś buc jadący z przeciwka świeci po oczach halogenami (żadnej mgły, ani nie jest to jakaś wybitnie kręta górska droga ). I nikt mi nie wmówi, że przeciwmgielnych można normalnie w nocy jeździć, bo te światła są ustawiane podobnie jak długie, czyli nie są ustawiane – mają optymalnie oświetlać drogę, co nie idzie w parze z nieoślepianiem innych użytkowników drogi (inaczej byłyby fabrycznie podpinane do świateł MIJANIA). Nawet nie mam siły już wspominać o tylnym przeciwmgielnym..

    konkluzja jest taka: niech każdy świeci sobie kiedy chce, tylko niech pomyśli jak to robi..

  6. miedzianobrody pisze:

    Przyklad z rodziny:

    Na zapalonych swiatlach zawsze przez 7 lat. Na jednych zarowkach (chyba dwoch ale zmieniane z powodow innych niz przepalenie) i JEDNYM akumulatorze, ponad 150 tys. km po calej europie. Przy silniku 1.6 pali 7-8 na 100km … a jak moj ojciec jezdzi nie musze mowic :/ nie powiesz mi, ze cokolwiek byloby inaczej gdyby robil dyskoteke swiatel on off.

    Co do kontrastu: zgadzam sie… ale takie zjawisko znajdziesz tylko przy produktach fso czy fiat (126 >_>) poza tym podczas hamowania zapalaja sie dodatkowe swiatla, wiec widac roznice.

    a tak btw: bmw od przyszlego roku usuwa przelacznik swiatel mijania w swoich samochodach, beda sie zapalaly wraz z uruchomieniem silnika, na stale ;)

  7. miedzianobrody:
    Wszystko OK, ale nie zapominaj, że w Polsce sporo jeździ pojazdów (bo jakoś boję się w tym przypadku słowa „samochód), których migacze w trakcie hamowania migają wolniej…
    Jeśli natomiast chodzi o dyskotekę, to jeszcze raz powtórzę: nie pisałem nic o zakazie. I bardzo proszę, nie zapominaj, że większość kierowców jednak przemieszcza się w obrębie miasta (do pracy, na zakupy i do domu).
    Akumulator owszem nie powinien ucierpieć. Pod jednym warunkiem, że nie zapomnisz owych świateł wyłączyć. Osobiście przypominałem już o zapalonych światłach sześciu osobom (w tym trzem taksówkarzom), więc to też jest jakiś problem (tak, wiem, że są samochody, które wyłączają światła po zgaszeniu silnika ;-) )…

  8. miedzianobrody pisze:

    Ja zawsze bylem za zapalaniem swiatel przez caly rok, i tak tez jezdze, czy to w miescie czy w trasie. Nawet w miescie mozesz kogos nie zauwazyc bo ma samochod wymalowany w urban-camo :]

    Jedynym problemem sa samochody stare, gdzie naprawde jak wlaczysz swiatla, zachamujesz i o zgrozo zasygnalizujesz ze chcesz skrecac to akumulator strajkuje i nigdzie nie wysyla pradu. Ale z czasem jest ich coraz mniej.

  9. No OK, ale mój pomysł nie zakazuje Ci takiego postępowania. Osobiście od dawna jeździłem na światłach, gdy tylko wyjeżdżałem w dłuższą trasę. Nie widzę jednak sensu dla tych świateł, gdy codziennie rano stoję w korku. Tym bardziej straciłem to poczucie, gdy w niedzielę wracałem po długim weekendzie i w samym Wrocławiu widziałem 9 stłuczek (światła były zapalone, padał deszcz). Zatem może jednak większym problemem jest to, że w Polsce mało kto myśli o oponach? To, że ledwo stojące na kołach samochody przechodzą przeglądy techniczne…

  10. Pingback: Światła niezgody - rok później « Doodge’owy przemyślnik

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s