Sezon ogórkowy już w pełni, co widać po wszelakich sondażach ukazujących się w mediach. Wybory prezydenckie co prawda dopiero za ponad rok, ale komu by to przeszkadzało w mierzeniu, kto z kandydatów (zarówno realnych, jak i tych bardziej science-fiction) ma największe poparcie i kto wygra drugą turę.
“Sondaże, jak sondaże” – powiecie – “nic w nich złego, szczególnie, że na rok przed wyborami w sumie nic nie znaczą”. A jednak mam wrażenie, że nie do końca dobra jest ta medialna pogoń za słupkami i liczbami (hmm, i to pisze matematyk, w pewnym sensie). Oto powody, dla których nie przepadam za sondażami (w takich porcjach):
- zmieniają politykę w ciągły plebiscyt – mam wrażenie, że politycy żyją teraz od sondażu do sondażu, zapominając przy tym, że poza obserwowaniem słupków należałoby jeszcze trochę porządzić (co nie zawsze przysparza popularności),
- ukrywają przed społeczeństwem poważne problemy – coraz trudniej znaleźć dziś rzetelny materiał medialny o poważnych problemach, nie czytamy już o tym, jak źle jest w szkolnictwie wyższym (szkolimy sporo, ale słabo i w nadmiernych ilościach w niepotrzebnych kierunkach – bo tak łatwiej), w służbie zdrowia, czy też, ile tym razem dopłacimy (no bo kto, jak nie my) do KRUSu; takie tematy wymagają od dziennikarzy porządnej pracy, zrozumienia problemu i opisania go tak, aby zrozumiał go także przeciętny Kowalski… ale po co się męczyć, skoro wystarczy opublikować wyniki kolejnego sondażu, poprosić o komentarz jakiegoś politologa i artykuł gotowy?
- odbierają sens pierwszej turze wyborów (co było bardzo dobrze widoczne w poprzednich wyborach prezydenckich) – bo większość nie chce oddawać w pierwszej turze swojego głosu na kogoś, kto i tak nie wejdzie do tury drugiej; sprawiają tym samym, że przeciętny Polak głosując w pierwszej turze wybiera nie swojego faworyta, lecz mniejsze zło, a chyba (ale ja naiwny…) nie o to chodzi…
Czy są jakieś pozytywne skutki ciągłego publikowania sondaży? Ja ich nie widzę (sporo czasu spędzam przy komputerze, więc może wzrok mi się już psuje), a skoro tak, to może warto jednak… No właśnie, i tak nie bardzo jesteśmy w stanie to zmienić – możemy co najwyżej sondaży nie czytać i nie kierować się nimi podczas stawiania krzyżyka.





sondaże nie powinny być wymówką. Niestety są. Sondażowa
fiksacja sprowadza się, że widzimy słupki, a nie czytamy poważnym sążnistych analiz socjologicznych pod nimi.
Głupiejemy przez to? Pewnie tak.
@Jah
Poważnych analiz socjologicznych? Co to jest?
Spędziłem ostatnio dużo czasu tłumacząc na angielski książkę znanego polskiego profesora politologii i może ocena sformułowania “poważna analiza” przez pryzmat tego doświadczenia jest błędem, mam jednak nieodparte wrażenie, że “poważna analiza socjologiczna” wynika z takiego samego dłubania w zębach, jak sami jesteśmy sobie w stanie wydłubać.
A co do samej kwestii artykułu: Oczywiście, że sondaże są dla dziennikarzy łatwym sposobem na pójście na łatwiznę, a dla miłościwie nam panujących wyznacznikiem sposobu rządzenia, ale obawiam się, że po pierwsze nic się z tym nie da zrobić, zaś po drugie – dziennikarze zawsze znajdą sposób na łatwe życie mimo kompletnego braku kompetencji, podobnie jak rządzący zawsze będą umieli grać pod publiczkę. Sondaże są tylko narzędziem.