Jeśli ktoś czytuje regularnie tego bloga, zapewne wie, że opublikowałem tu moje postanowienia noworoczne. Jest to zresztą logiczne, gdyż jednym z łatwiejszych sposobów zwiększenia prawdopodobieństwa osiągnięcia jakiegoś celu jest publiczne zobowiązanie się do tego. To jednak nie wystarczy. Równie ważne jest publiczne informowanie o poczynionych postępach. Jak mi poszło w styczniu?
- Wczesne wstawanie – w styczniu wstawałem średnio o godzinie 7:23. Postanowiłem, że będę schodził w dół stopniowo. Wcześniejsze próby jednorazowego przestawienia się zawsze kończyły się tym, że po kilku dniach wstawania przed 6 rano, nadchodził dzień odsypiania.
- Codzienne czytanie – średnio spędzałem 26 minut dziennie na czytaniu. Najwidoczniej nad tym będę musiał jeszcze popracować, gdyż były 4 dni, w które w ogóle nie otworzyłem książki. (To postanowienie nie uwzględnia stron internetowych ani książek związanych z nauką czy pracą).
- Mniej czasu na bzdury – tu mam drobny problem, gdyż jest to dość nieprecyzyjne i w związku z tym trudno jest mi mierzyć postępy. Będę musiał jeszcze doprecyzować to postanowienie.
- Usprawnienie systeu GTD – obecnie powróciłem do PocketModów i powiadomień SMS Google’owego Calendara. Na razie się sprawdza, choć pewnie jeszcze wiele usprawnień przede mną. (Pewnie opiszę tu kiedyś szerzej mój system).
- Uporządkowanie finansów – zacząłem od śledzenia wydatków. Są już pierwsze wnioski.
- Więcej nauki – tu teoretycznie postępy są najmniejsze, jednakże poczyniłem kilka kroków, które przybliżają mnie do realizacji długoterminowych celów ;-)





a ja sobie powiedzialem że będe grzeczny i jestem. a zasdniczo to to powiedzialem Rodzicom i oni tak myslą. no więc też chyba mi wyszło prosze Pana?
@Pajacyk:
Może masz rację. Musiałbym chyba zapytać Twoich rodziców ;)
Aż tak źle ze wstawaniem? Masz ponad godzinę opóźnienia;). U mnie jest fantastycznie, ponieważ codziennie wstaję o 6:20 i co najważniejsze nie musiałam tego nikomu obiecać ;]. Być może nie mam problemów ze wstawaniem ze względu na ciepło panujące w mieszkaniu-jest wszędzie ;).
Czytam 15 minut dziennie, podobno tyle wystarcza;)!
Bzdurami zajmuję się namiętnie i nigdy z nich nie zrezygnuję.
P.S. Gdy choć przez 1 tydzień uda się Tobie wstawać ok. 6:00 koniecznie nam o tym napisz ;)
wstaję po piętej rano – bo muszę,
mniej wydaję – bo ma dlugi
więcej czytam – bo pozbyłem się telewizora
ech… trochę z musu ;)
Widzę, że prowadzisz statystyki i sam siebie rozliczasz.
Dla mnie to dobra metoda na wyrobienie konsekwencji.
@Marzatela:
Nie da się chyba zrobić postępu, jeśli jest on niemierzalny i niemierzony, bo jak wtedy stwierdzić, że coś się zmieniło?