Jest to jedna ze spraw, o której pisać nie chciałem. Dziś jednak nie wytrzymałem kolejnych komentarzy i swoje zdanie wygłoszę. Mam oczywiście na myśli wrzawę wywołaną publikacją “Strachu” prof. J. T. Grossa (polecam najpierw zapoznanie się z tą postacią).
Książka ta przedstawia pewien niewygodny fragment polskiej historii. Zupełnie zrozumiałe jest zatem, że budzi także pewne kontrowersje. Jednakże niektóre z wypowiedzi na jej temat są wręcz porażające i przerażające. Bo jak inaczej określić treść listu (a właściwie myśli kryjące się za tą treścią) kardynała Dziwisza do wydawcy książki. Poniżej zamieszczę jedynie jeden z ciekawszych fragmentów:
Należałoby bardziej starannie patrzeć na intencje autorów książek i decydować ostrożniej o ich druku w imię większej odpowiedzialności za dobro, któremu na imię Polska.
Owszem, prof. Gross przedstawia w książce jedynie wybrane fragmenty historii, ale jednak są to wydarzenia, które miały miejsce. Urocza jest zatem teza kardynała Dziwisza, który twierdzi, że książka ta nie powinna być wydana. Wydana w Polsce, bo przecież w USA można ją kupić już od dwóch lat. Czy zatem szerzenie niewiedzy o niewygodnej części historii jest dobre dla Polski? Widocznie kardynał Dziwisz (i senator Gowin) właśnie tak uważają.
Jeszcze ciekawszy pogląd usłyszałem dziś w poranku TOK FM. Jeden z zaproszonych do studia dziennikarzy stwierdził, iż problemem nie jest to, o czym Gross pisze, lecz to, o czym nie pisze – kontekst tych strasznych wydarzeń. Ten zarzut staje się ostatnio coraz popularniejszy. Tylko zastanówmy się, czy naprawdę “głód i trauma powojenna” może być dla katolika uzasadnieniem dla mordu? Czy aby na pewno chcemy atakując zwykłą książkę, przejść do porządku dziennego nad tym, że każdego człowieka można zmienić w bezuczuciową (a może nie do końca, bo podobno na twarzach oprawców pojawiały się uśmiechy) maszynkę do zabijania? Czy polemika z książką jest tego warta?
Szkoda, że tak mało ludzi prezentuje poglądy, które odważył się zwerbalizować abp Życiński:
Książki pisze się po to, aby je czytać, nad nimi dyskutować, jeśli są kiepskie – pomijać milczeniem.
Prokuratura nie jest instancją, której by należało zlecać lekturę książek, bo w tym przypadku chodzi o naszą świadomość narodową, którą kształtujemy poznając prawdę, a prawdy nie poznaje się za pośrednictwem wyroków.
PS. Przypomnijmy jedynie, że nie jest to pierwsza książka, z którą Katolicy mają problem. Podobna wrzawa wybuchła wokół “Kodu Leonarda da Vinci” Dana Browna. I choć oczywiście była to zupełnie inna historia (wystarczyło powiedzieć, że jest to zwykła książka sensacyjna, a nie książka historyczna – czego jednak KK nie zrobił), to doskonale pokazała, że niektórzy ludzie mają problem z podjęciem dyskusji na niewygodne tematy.





Ano właśnie – czy wystarczy o czymś nie mówić, aby to zniknęło ? A z historii wybierać tylko te fakty, które pokazują, ze my jesteśmy dobrzy i szlacheti, ale pokrzywdzeni ? Niemcom przy każdej okazji przypominamy wojnę, ale sami o niewygodncyh dla nas faktach nie chcemy rozmawiać, aby nie budzić demonów przeszłości. Całkowicie nie zgadzam się z kardynałem Dziwiszem. Z historią, również niewygodną trzeba się zmierzyć i nazwać zło po prostu złem. Ale nie w formie śledztwa prokuratorskiego pt.”znieważanie Polaków” – to już jest kompletny absurd.
@Marzatela:
Niestety obawiam się, że spora część społeczeństwa ma taką mentalność. Zauważ, jak niechętnie rozmawiamy o Jedwabnem. Niby wszystko jasne, wszystko ustalone, ale jednak ta sprawa nie trafiła na karty podręczników. A przecież tak często zarzuca się PRLowskim podręcznikom, że przekłamywały historię. Czy obecne są lepsze? Czy atakowanie Grossa za nieukazanie kontekstu ma sens? Czy jakikolwiek kontekst jest w stanie uzasadnić takie wydarzenia?
niesławnej pamięci pogrom kielecki zdarzył się w moim województwie i teraz po ukazaniu się “Strachu” mogę obserwować, jak większość ludzi próbuje udawać, że nic się nie stało. a jeśli nawet coś było, to próbują potraktować to jako nic nie znaczący epizod. tak jak napisałeś: wszystkiemu ma byc winna “wojenna trauma”
najłatwiej uderzać w cudze piersi, najtrudniej w swoje…
A za chwilę będziemy mieć 40-ta rocznicę marca ‘68. Tu juz trudno się tłumaczyć wojną. Kto i jak bedzie pamiętał o tej rocznicy ? Przede wszystkim w kontekście tego, jak partyjne porachunki padły na podatny grunt i wyzwoliły w społeczenstwie paskudne odruchy.
Znając życie – wspominki sprzed 40 lat ograniczą się do wspomnień działaczy z wydarzeń na uniwersytecie. Zdawkowo i jednozdaniowo wspomni się o licznych wyjazdach ludności pochodzenia żydowskiego….
@Marzatela:
No ale przecież to też nie jest wina Polaków, którzy byli okupowani, zestresowani, stłamszeni brutalnymi łapami komunizmu…
rzeczywiście, to już w tym roku…ciekawe, jak będzie wyglądało to wspomnienie?
a ja nie mogę kupić “Strachu”, bo właściciel najbliższej księgarni ma zdecydowanie negatywne poglądy na temat tejże książki i nawet wizja zarobku niczego nie zmieni. muszę jechać na drugi koniec miasta
@Katya:
A nie myślałaś, aby zakupić tę książkę w jakiejś księgarni internetowej? Ja już od dawna nie kupuję w tradycyjnych księgarniach. Kilka powodów:
a) znacznie większy asortyment,
b) niższe ceny,
c) olbrzymia oszczędność czasu.
wiesz, jakoś nie mam przyzwyczajenia by kupować w internecie. może dlatego, że lubię w ogóle chodzić po sklepach i dla mnie jest sympatycznie mieć kontakt z ludźmi, pooglądać to co jest w danym sklepie, pochodzić po mieście-tego na Merlinie nie doświadczę…z tym, ze teraz chyba masz rację i trzeba będzie skorzystać z inetrnetu
@Katya:
Może to kwestia doświadczenia. Ja po prostu wyrosłem z tradycyjnych księgarni w chwili, gdy zacząłem zauważać, że książki, których potrzebuję, są zbyt specjalistyczne i niszowe, aby opłacało się je trzymać na półkach. A jakoś nie widzę sensu w wizycie w księgarni tylko po to, żeby ponownie upewnić się, że danej książki nie mają i że mogą mi ją zamówić, i że za tydzień będzie. To już równie dobrze mogę ją sam zamówić, odebrać w domu i zapłacić mniej :D