- czyli to, o czym chyba nikt już nie pamięta
opublikował niedawno na swoim blogu taką historyjkę:
A corporate executive on holiday in a small Greek seacoast village was strolling by the docks and drinking in the local colour. He complimented one fisherman on the quality of his catch.
“How long did it take you to get all those fish?” he wondered.
“Not very long,” answered the Greek. “An hour or two.”
“Then why didn’t you stay out longer to catch more?”
Shrugging, the Greek explained that his catch was sufficient to meet his needs and those of his family.
The executive asked, “But what do you do with the rest of your time?”
I sleep late, fish a little, play with my children, and take a nap with my wife. In the evening, I go to the village to see my friends, dance a little, play the bouzouki, and sing songs. I have a full life.”
The executive said, “I have an MBA from Harvard. I can help you. You should start by fishing longer every day. You’ll catch extra fish that you can sell. With the revenue, you can buy a bigger boat. With the extra money the larger boat will bring you, you can buy a second boat and a third one, and so on, until you have an entire fleet of trawlers. Instead of selling your fish to a middleman, you can then negotiate directly with the processing plants and maybe even open your own plant. You can ship fish to markets all around the world. In time, you can then move to New York City to direct your huge enterprise.”
“How long would that take?” asked the Greek.
“Twenty, perhaps twenty-five years,” replied the executive.
“And after that?”
“When your business gets really big, you can sell stock and make millions!” exclaimed the executive with zeal.
“Millions? Really? And after that?”
“After that you’ll be able to retire, live in a small village near the coast, sleep late, play with your grandchildren, catch a few fish, take a nap with your wife, and spend your evenings singing, dancing, and playing the bouzouki with your friends.”
Daje do myślenia, nieprawdaż?





Łona – Biznesmen
okolo roku 2002
Raz biznesmen szef siedmiu spółek, sześciu banków
Pięciu hoteli i czterech luksusowych kółek
Miał znajomych w AWS, mój Boże
Jednym słowem wiodło mu się nienajgorzej
Idylla – mogło by się wydawać
Z tym, że podupadł na zdrowiu
Mo a w sumie to miał zawał
Wyszedł z tego, co miał nie wyjść, a jak?
Wziął go lekarz i powiedział tak:
“Panie, co tak spieszno panu z tą ciasną trumnš?
Masz pan żonę, masz pan dzieci, weź pan urlop
Rzuć pan wszystko, serce może walnąć w każdej chwili
I spierdalaj na wakacje, nie wiem, do Brazylii!?”
Ziomek się przestraszył, w końcu zawał to nie katar
Wsiadł w samolot i na drugi koniec świata
A tam: spacer, relaks, joga, chuje muje
Mówił “Tak, teraz odpoczynku potrzebuję”
Tu się rzecz komplikuje, bo po dwóch dniach lenistwa
Cała nadzieja na powrót do zdrowia prysła
Otóż była tam przystań, w tej mieścinie rzadkiej,
Na którą nasz bohater trafił przypadkiem
pomyślał: “O, tu ludzie pracy są też”
I podszedł do rybaka który chlał wino, zresztą piąte
Popatrzył i żeby zaczšć gadkę chyba, powiedział:
-No co tam słychać panie rybaku?
A rybak na to:
-A dobrze, dzisiaj rano wstałem
Odbiłem łódkę, trochę popływałem, kurwa
Przez godzinę wyłowiłem ryb z piętnaście
I odpoczywam sobie od południa tutaj właśnie
-Od dwunastej? – krzyknął biznesmen – Od dwunastej już masz wolne?
-A co? Sišdę tu gdzieś i wino pierdolnę
Biznesmen chociaż na wczasach poczuł się w żywiole:
-Pozwolisz, że dam ci radę…
-A co? Pozwolę!
-Jak to kurwa? O dwunastej dzień pracy skończony?
Przecież mógłbyś zarobić więcej, tylko pomyśl!
Połowiłbyś od rana, aż do chwili kiedy słońce znika
I po tygodniu miałbyś pana pomocnika
Po miesiącu kupiłbyś drugą łódkę, a potem trzecią
Po roku śmigałbyś pięknym miejskim kutrem
Później drugim, siódmym i tak dalej…
Stary, wielka firma – czy to nie brzmi wspaniale?
Tu rybak przerwał:
-Panie, muszę powiedzieć, że pomysł niezły
Ale ze mną co bedzie?
-Jak to co? Będziesz odpoczywał sobie!
-Tak? No a co ja teraz robię?