Jednym z mniej przyjemnych obowiązków większości z nas jest płacenie rachunków. Nieprzyjemność tej czynności wynika nie tylko z faktu, że oddajemy komuś nasze ciężko zarobione pieniądze. Drugą przyczyną jest zapewne to, że musimy o dokonaniu tych płatności pamiętać. Czy zdarzyło się Wam zapomnieć o zapłaceniu rachunków? A może macie czasem myśli “zapłaciłem czy nie zapłaciłem już w tym miesiącu?”. Oczywiście w pewnym sensie lekarstwem na te problemy są polecenia zapłaty. Tylko czy aby na pewno chcecie, aby bank wykonywał przelewy z Waszego konta bez Waszej wiedzy? Ja z różnych powodów za takim układem nie przepadam. Jak zatem radzę sobie z płaceniem rachunków, jednocześnie nie zaprzątając sobie głowy myśleniem o nich?

Rozwiązanie jest bardzo proste i wdrożenie go w życie trwa od kilku do kilkunastu minut. Otóż nie muszę pamiętać o rachunkach, ponieważ coś przypomina mi o nich. Przypomina wtedy, kiedy należy je zapłacić. A tym czymś jest Google Calendar.

Jak to wszystko działa?

Stworzyłem sobie osobny kalendarz o nazwie płatności. Następnie dodałem do niego wszystkie płatności, które muszę wykonać w danym miesiącu i ustawiłem te zdarzenia jako powtarzalne (znaczną część rachunków płacimy co miesiąc). Oczywiście gdybym na tym skończył, to kalendarz ten nie byłby jeszcze zbyt pomocny, gdyż nadal musiałbym go sprawdzać, a tym samym musiałbym o nim pamiętać.

Tu z pomocą przychodzi bardzo przydatna funkcja Google’owego kalendarza - powiadomienia (w tej chwili za pomocą e-maili lub SMSów). Ponieważ korzystam z internetowego banku i przelewy wykonuję korzystając z komputera podłączonego do internetu, zupełnie logiczne wydaje się skorzystanie z przypomnień wysyłanych pocztą elektroniczną.

W ten sposób nie muszę pamiętać o rachunkach - przypominają mi o sobie same wtedy, kiedy powinienem je zapłacić. Przypomnienie o danej płatności trzymam w skrzynce odbiorczej do momentu, gdy jej nie wykonam. W ten sposób pozbyłem się niepewności, czy zapłaciłem, czy nie.

Kolejną zaletą jest to, że przelewy wykonywane są wtedy, kiedy muszą, a tym samym pieniądze pracują maksymalnie długo na mnie.
Wykop ten wpis

Tags: ,

Posted by: doodge | kwiecień 15, 2008

Święty Piotr 2008 lat później

Możecie czuć się trochę zaniedbani, gdyż przez pewien okres nie pojawił się tu żaden wpis, a to z kilku powodów:

  • nie miałem na to czasu,
  • nic szczególnie nie przyciągnęło mojej uwagi,
  • zbierałem siły, aby podjąć temat polskiej edukacji.

Tymczasem umknął mi news, a właściwie porażające (ktoś jeszcze pamięta czasy, gdy to słowy przeżywało szczyt popularności ;-) ) wyznanie Piotra Kraśko. Okazuje się bowiem, że Papież (nie byle jaki papież, lecz ten jedyny, NASZ) na łożu śmierci oglądał w TV program prowadzony właśnie przez tego dziennikarza. A nie był to przecież byle jaki program - chodzi wszak o relację z procesu umierania. Wychodzi na to, że Papież - ten, który wkrótce świętym obwołany zostanie - wybrał relację własnej śmierci dokonaną właśnie przez tego dziennikarza. Olbrzymie to musi być wyróżnienie. Czyżby uznał, że to ten człowiek zrelacjonuje śmierć… najlepiej? najrzetelniej? najciekawiej?

No właśnie, jaki przymiotnik powinien charakteryzować relację na żywo z czyjegoś umierania? A może żaden? Może śmierć jest zbyt intymnym przeżyciem, aby robić z niego medialne show? Tyle, że wtedy żaden dziennikarz nie będzie miał okazji wyznać, że to właśnie on był oglądany… A ludzie? Ludzie obejrzą. Ludzie lubią widok śmierci. Niewiele się zmieniliśmy przez ostatni tysiąc lat. Filmik ukazujący egzekucję Saddama oburzał, ale i tak był oglądany. Dobrze, że jest TV i internet - nie trzeba już iść na rynek pod szubienicę/gilotynę, a i zbliżenia są lepsze…
Wykop ten wpis

Posted by: doodge | kwiecień 13, 2008

Postanowienia noworoczne: raport marcowy

Jeśli ktoś czytuje regularnie tego bloga, zapewne wie, że opublikowałem tu moje postanowienia noworoczne. Jest to zresztą logiczne, gdyż jednym z łatwiejszych sposobów zwiększenia prawdopodobieństwa osiągnięcia jakiegoś celu jest publiczne zobowiązanie się do tego. To jednak nie wystarczy. Równie ważne jest publiczne informowanie o poczynionych postępach. Zobaczmy, jak mi poszło w marcu:

  • Wczesne wstawanie - w marcu wstawałem średnio o godzinie 7:51 (7:48 w dni robocze i 7:58 w dni wolne). Jest to znaczne pogorszenie w stosunku do poprzednich miesięcy. Natomiast wstawałem wcześniej w dni wolne.
  • Codzienne czytanie - na czytanie poświęcałem średnio 28 minut dziennie. Dodatkowo spędziłem 5 godzin słuchając audiobooków. (To postanowienie nie uwzględnia stron internetowych ani książek związanych z nauką czy pracą).
  • Usprawnienie systemu GTD - system GTD działa i wydaje się już dość dobrze dopracowany. Sytuacja dość znacznie się poprawiła, odkąd zacząłem korzystać z GoogleCalendar (o tym, jak korzystam z GC napiszę w niedalekiej przyszłości).
  • Więcej nauki - zacząłem śledzić, co robię w zakresie nauki i dokładnie rozpisywać zadania i cele. Testuję, jak sprawdzą się deadline’y.

Bardziej spostrzegawczy czytelnicy mogli zauważyć, że z listy zniknęły dwa cele (mniej bzdur i porządkowanie finansów). Uznałem, że nie warto o nich pisać, gdyż porządkowanie finansów nadal polega na śledzeniu wydatków i wyciąganiu wniosków z tych zapisków. Jak wiecie z poświęcaniem mniejszej ilości czasu na bzdury pojawił się taki problem, że jest to dość niemierzalne. Dlatego na razie odkładam to postanowienie na półkę (wrócę do niego, gdy dokładniej je przemyślę i sformułuję w mierzalny sposób).

Posted by: doodge | kwiecień 5, 2008

Polska potęgą atomową?

Jak donoszą media Ministerstwo Gospodarki przygotowuje dokumenty dotyczące budowy elektrowni atomowej w Polsce. Lecz ta informacja nie powinna nikogo zaskoczyć. Dziwić może co najwyżej fakt, że Polska na ów krok decyduje się tak późno. Wszak każdy z nas zdaje sobie sprawę z tego, że od ropy i węgla należy się uniezależniać (z różnych powodów). Nic więc dziwnego, że nawet opozycja wydaje się temu projektowi przychylna. Ale…

No właśnie, czy zawsze musi być jakieś “ale”? Tym razem było ono chyba nieuniknione. Przecież żyjemy w kraju, w którym czucie i wiara mówi do nas o tyle silniej niż mędrca szkiełko i oko, że cieszymy się, iż nasze dzieci w szkole spędzają znacznie więcej czasu na lekcjach religii niż fizyki i chemii razem wziętych. Gdy o tym pomyślimy, nie powinna nas zdziwić informacja, że (według sondażu GfK Polonia) 56 procent Polaków boi się energii atomowej.

Domyślam się, że znaczna część tych lęków związana jest z katastrofą w Czarnobylu. Szkoda, że do tej pory, tak mało uwagi przykładaliśmy do nagłośnienia przyczyn tego wypadku. Nie wynikał on bowiem z zawodności sprzętu ani z błędu ludzkiego, lecz z ludzkiej głupoty i chęci przypodobania się komuś wyżej w hierarchii.

Zupełnie innym aspektem jest zapewne chęć “ochrony środowiska”. Jednak za każdym razem, gdy widzę “ekologa” opowiadającego o szkodliwości elektrowni atomowych, zastanawiam się, czy kiedykolwiek widział chociaż zdjęcia z okolic elektrowni węglowych (o samych kopalniach nawet nie wspominam). Podejrzewam, że większość ekologów także bazuje na czuciu i wierze, bo jak inaczej można wytłumaczyć wypowiedź pewnej Pani reprezentującej WWF, która przed kamerą stwierdziła, że nie tylko składowanie odpadów jest problemem, gdyż przecież “złoża uranu należy także importować”. W tym miejscu chciałbym tą Panią uspokoić, że złóż nikt importować nie ma zamiaru.

Pozostają oczywiście zwolennicy magicznie brzmiącej biomasy. Z tymi nawet chętnie podjąłbym dyskusję, gdyby tylko któryś z nich zechciał zdradzić, gdzie mają zamiar uprawiać te wszystkie rośliny. No bo chyba nie chcą w tym celu wycinać lasów, prawda? ;-)

Na koniec jeszcze filmik ukazujący, jak cudownie miewa się przyroda w Bełchatowie…


Wykop ten wpis

Tags: , ,

W niedziele staram się odpocząć od polityki (i innych niekoniecznie przyjemnych rzeczy). Każdemu z nas przyda się chwila, aby się zatrzymać i wszystko na spokojnie przemyśleć. A ponieważ nie jestem fanem bezczynnego wylegiwania się przed TV, to serwuję Wam zawsze linki do kilku artykułów o ogólnie pojętym samodoskonaleniu (choć nie tylko), które moim zdaniem warto przeczytać.

Publiczne wystąpienia są czymś, czego większość ludzi po prostu nie cierpi. Konieczność wyjścia przed grupę ludzi i wypowiedzenia paru zdań czasem wręcz nas paraliżuje. Najgorsze jest to, że jeszcze przed chwilą dobrze wiedzieliśmy, co chcemy/mamy powiedzieć. A przecież to właśnie takie wystąpienia najczęściej są kluczem do sukcesu. Dlaczego zatem są one naszą zmorą? Być może dlatego, że nikt nas tego nie nauczył (a ostatnio pojawiają się pomysły, aby w szkole ograniczyć nawet wystąpienia ucznia przed jego klasą). Czy możemy nauczyć się tego sami?

Warto także postarać się o poprawność językową tego, co mówimy (jeden z najczęstszych błędów to: “ książkę/kartkę/ofertę/…” - oczywiście powinno być “ książkę/kartkę/ofertę/…”) oraz o dokładne wymawianie końcówek.
Wykop ten wpis

Tags: ,

Posted by: doodge | marzec 28, 2008

Gazeta walczy z SKW o pierwszeństwo w głupocie

W ostatnim okresie sporo się mówi o ochronie danych osobowych. Główną przyczyną tych dyskusji jest pojawienie się portalu nasza-klasa.pl, w którym możemy umieszczać swoje zdjęcia i inne informacje o nas. I pewnie nikt by nawet o tym nie wspomniał, gdyby nie popularność portalu i liczba zarejestrowanych w nim użytkowników.

W pewnym momencie gazeta.pl, która z różnych powodów o owym portalu pisać lubi, zwróciła uwagę swych czytelników na to, że dostęp do naszego opisu na “n-k”, mają nie tylko nasi znajomi, ale także inni użytkownicy (zostało to niedawno zmienione i teraz to my decydujemy, co i komu pokazujemy). Widać jednak, że media w Polsce posłuch mają, bo zaczęły pojawiać się głosy, że takie portale są bardzo niebezpieczne, gdyż umożliwiają “kradzież naszej osobowości”.

Dobrze się stało, że ktoś w Polsce zwrócił uwagę społeczeństwa na istnienie ustawy o ochronie danych osobowych. Do tej pory bowiem niewielu o niej słyszało, a prawie nikt nie wiedział (choć pewnie nadal mało kto wie), co w niej jest zapisane. Podejrzewam, że wymogów GIODO, nie spełnia większość polskich sklepów internetowych (bynajmniej nie dlatego, że nie chcą, lecz po prostu nie byli świadomi, że powinni).

Jeszcze gorzej wygląda świadomość wagi ochrony danych osobowych zwykłego obywatela. O ile dzisiaj każdy już wie, że w internecie nie należy pisać o sobie zbyt wiele i część ludzi jest strasznie zbulwersowana poziomem zabezpieczeń różnych portali (do których sami się zarejestrowali i sami te dane w nich umieścili), o tyle mogę się założyć, że ci sami ludzie bez zastanowienia wyrzucają do zwykłego, publicznego kosza na śmieci swoje rachunki, faktury za telefon, pisma z banku, itp.

A dlaczego o tym wszystkim piszę? Bowiem w tym tygodniu gazeta.pl w opowiadaniu strasznych historii o ochronie danych osobowych trochę się zapędziła. Opublikowała artykuł o oficerach polskiego kontrwywiadu, którzy umieścili na “n-k” swoje zdjęcia z Afganistanu. Pełnili oni tam tajną służbę. Jednak to nie ich pobyt w Afganistanie był ukrywany (funkcjonowali tam jako zwykli żołnierze), lecz fakt współpracy z SKW. W “n-k” żaden z nich nie wspomniał, że ma z SKW cokolwiek wspólnego.

Owszem, umieszczenie zdjęć i podpisanie ich swoim nazwiskiem było nieodpowiedzialne. Natomiast nie było to ujawnienie żadnych tajnych informacji. O wiele większym brakiem rozsądku wykazała się gazeta, która na swoich łamach opublikowała owe zdjęcia, poinformowała, na jakim portalu można je znaleźć i dodała, że są to oficerowie SKW. Artykuł niewątpliwie miał na celu pokazanie beztroski polskiego kontrwywiadu, jednak kto tak naprawdę wykazał się tym razem większą głupotą?

PS. A tak swoją drogą zastanawia mnie fakt, i być może wykażę się tu totalną niewiedzą, w jaki sposób gazeta.pl stwierdziła, że osoby te nie są zwykłymi żołnierzami, lecz tajnymi agentami SKW…
Wykop ten wpis

Tags: , , ,

Posted by: doodge | marzec 25, 2008

O nocnych w kościele igraszkach

O tym, że wczesne wstawanie może być dobre już wiemy. Od dawna wiedzą o tym także księża. Ponieważ znają oni także nasze przywary i wiedzą, kto jest leniwy, postanowili wziąć sprawy w swoje ręce i sami budzą swoje owieczki o słusznej porze (przykład1, przykład2).

Historie te oczywiście są stare, ale dobrze pokazują poszanowanie księży dla reszty społeczeństwa. Przyznaję, że czytając te artykuły po raz pierwszy, potraktowałem je nieco z przymrużeniem oka - bo przecież to jakaś wioska (Kunowo)/miasto (Rzeszów) na wschodzie. Tymczasem okazuje się, że na zachodzie kraju księża mają nieco inne poglądy (ale też nieco mniejszy szacunek dla obowiązujących przepisów).

Tak oto w świąteczną niedzielę mieszkańcy pewnego bardzo dużego (jak na polskie warunki) miasta w południowo-zachodniej Polsce mogli być nieco niewyspani, bowiem kilka minut przed północą w całym mieście słychać było kościelne dzwony. Niektórzy księża najwidoczniej uznali, że ze względu na późną porę część wiernych nie przyjdzie do kościoła, więc postanowili dotrzeć do nich mimo to i mszę poprowadzili przez głośniki tak, aby nawet w sporej odległości od kościoła słychać ją było.

Tu pojawiają się dwa pytania (choć obawiam się, że oba są równie bezsensowne):

  • Czy doczekamy się kiedyś czasów, gdy Kościół Katolicki zacznie szanować prawo? Bo przecież owe dzwony i msze odprawiane były po 22, a tym samym w trakcie obowiązywania ciszy nocnej…
  • Te igraszki odbyły się w nocy, gdyż Kościół uznał, iż tak będzie bardziej poprawnie historycznie (wszak Jezus zmartwychwstał w nocy, a nie rano). Tylko czy podczas tych historycznych analiz ktokolwiek rozważył różnicę czasu ;-)

Wykop ten wpis

Tags:

Posted by: doodge | marzec 18, 2008

Niech Twe szaleństwo mym szaleństwem się stanie

Do bardzo ciekawych i nietypowych wypowiedzi Brata Jarosława zdążyłem już przywyknąć. Nie pochwalam ich, nie zgadzam się z nimi, ale też nie czuję się nimi już zbulwersowany. Dlatego też nie oburzałem się, gdy człowiek ten postanowił obrazić internautów. Zdaję sobie także sprawę z tego, że jest to dla Niego ciężki okres, bo poparcie społeczne spada, a do tego zaczynają się spełniać najgorsze przepowiednie dotyczące mariażu z posłami T. Rydzyka.

Do tej pory w tym ciemnym tunelu było jednak światełko. Nawet, gdyby PiS się rozpadł, a Brat Jarosław został prezesem partii z poparciem na poziomie 15%, to nadal mieli Prezydenta. Wydaje się, że każdy (nie tylko największy) strateg postanowiłby, że należy grać właśnie pod to stanowisko, aby zwiększać szansę na drugą kadencję Lecha K.

Przyznaję, że gdy wczoraj usłyszałem w radio informację o tym, że Prezydent zaprosił na wieczór przedstawicieli różnych partii, aby podyskutować o problematycznych kwestiach, a potem ma wygłosić orędzie, dałem się nabrać. Uwierzyłem, że w kancelarii Lecha K. ktoś w końcu się obudził, zauważył, że jest szansa zwiększenia popularności i postanowił ją wykorzystać. Nie byłoby to nawet takie trudne. Prezydent powinien wystąpić w roli mediatora i doprowadzić do kompromisu i zakończenia tego żenującego sporu. Wystarczyłoby, aby Brat Jarosław ustąpił nieco na owym spotkaniu i już PiS mógłby się chwalić, że to wszystko zasługa wspaniałego (najlepszego w historii Polski) Prezydenta.

Okazało się jednak, że wielki strateg nie jest ani wielki, a strateg też z Niego marny. Zamiast przekuć całe zamieszanie w swój sukces, postanowił pociągnąć na dno swego brata. I o ile nie mam zamiaru komentować prezydenckiego projektu (którego jeszcze nikt nie widział), nie będę też się rozwodził nad tym, jak niesmaczne było orędzie, przygotowane przed dyskusją z przedstawicielami partii, niezależne od jej wyniku, a do tego z bardzo nieciekawym przesłaniem (umieszczenie w nim mapy Wielkich Niemiec to lekka przesada). Prezydent zapowiedział także, że zawetuje złe, parlamentarne ustawy ratyfikacyjne.

I tu dochodzimy do paradoksu. Przypomnijmy sobie bowiem, że to Lech K. był głównym negocjatorem w tej sprawie i że wynik owych negocjacji był Jego “wielkim sukcesem”. Komentarzy można by napisać wiele, ale ja chyba sobie jednak podaruję. Gdy będziecie oceniać całe to zamieszanie, pamiętajcie jedynie fragment expose Brata Jarosława:

I żadne krzyki i płacze nas nie przekonają, że białe jest białe, a czarne jest czarne.

Wykop ten wpis

Tags: , , ,

Posted by: doodge | marzec 17, 2008

Niedzielne linki: Efektywne deadline’y

W niedziele staram się odpocząć od polityki (i innych niekoniecznie przyjemnych rzeczy). Każdemu z nas przyda się chwila, aby się zatrzymać i wszystko na spokojnie przemyśleć. A ponieważ nie jestem fanem bezczynnego wylegiwania się przed TV, to serwuję Wam zawsze linki do kilku artykułów o ogólnie pojętym samodoskonaleniu (choć nie tylko), które moim zdaniem warto przeczytać.

W tym tygodniu zajmiemy się deadline’ami. Mało kto je lubi, większość z nas kojarzy je jedynie ze stresem, a jednak ciężko jest nam się zabrać do pracy, jeśli nie ma ściśle określonego terminu dostawy. Czy da się jednak to wszystko pogodzić i przekształcić w coś bardzo pozytywnego?

Wykop ten wpis

Tags: , , , ,

Posted by: doodge | marzec 13, 2008

Tak trzymać, Panie Jarosławie

Przyznam, że piszę o tym z lekką niechęcią, gdyż:

  • sporo tekstów na ten temat już powstało, więc pewnie niewiele można dodać,
  • czasem nie warto komentować głupich wypowiedzi.

Nie mam zatem zamiaru oburzać się na byłego premiera, który uznał, że skoro siedzimy przy komputerze, to z pewnością jesteśmy młodzi, pijemy piwko i oglądamy filmiki oraz pornografię. Oczywistą oczywistością jest dla Niego fakt, że takim osobom nie należy ułatwiać głosowania. Wręcz przeciwnie - cieszę się, że ta wypowiedź padła. Cieszę się, że padła właśnie podczas wywiadu dla portalu internetowego. Jest to bowiem dowód, że Jarosław K. gdzieś ma inteligencję i żadne wystąpienia (przed kamerami oczywiście - ale nie na pokaz, tak to tylko zła Platforma czyni) na Kongresie Inteligencji Polskiej zmienić tego wrażenia nie mogą.

Ciekawe jest, że członkowie PiSu gafę swego guru dostrzegli i próbowali nieco osłabić te wypowiedzi. Że niby oni też z internetu korzystają, i że w wypiciu piwka nic złego nie widzą. Tyle, że wszyscy wiemy, że w PiSie demokracji nie ma i ma być tak, jak chce Prezes Kaczyński.

I to wszystko jeszcze bardziej mnie cieszy, dlatego też, jako młody, zmanipulowany (wiadomo przez kogo) internauta, który rzeczywiście czasem piwo wypije, zwracam się to Pana Jarosława tymi słowami: “Tak trzymać, Panie Jarosławie!”

Jeszcze trochę takich wypowiedzi i wszyscy będziemy mogli zapomnieć, że PiS w ogóle istniał. Ciekawi mnie jedynie, jak długo członkowie tej partii będą wierni Prezesowi, czy pozostaną u boku swego kapitana, który postanowił zatopić statek?

PS. Jeśli komuś brakowałoby niezbyt mądrych wypowiedzi Brata Jarosława, to pragnę przytoczyć tu Jego reakcję na plakaty ze Stefanem B.:

Proszę spojrzeć na te billboardy niemieckiej radiostacji w Polsce. To jest atak i na prezydenta i na mnie. Zewnętrzny atak, bo Ci ludzie muszą wykonywać polecenia innego państwa.

Wykop ten wpis

Tags: ,

Categories